Agata siedzi przy biurku wchodzi Wiki i Andrzej.
W. Cześć Agatka
A. O cześć
F. Wiki, ja będę u siebie - powiedział i pocałował ją
Wiktoria poszła się przebrać, gdy była już w uniformie usiadła na przeciwko Agaty i zaczęła uzupełniać dokumentacje pacjentów.
W. Co się dzieje Agata?
A. Nic, takiego. A co tam ten no u Ciebie słychać
W. A wiesz jest bardzo dobrze.
A. Tak - Agata podniosła wzroki i ujrzała na palcu Wiki pierścionek
W. No wiesz, Andrzej mi się oświadczył
A. TAK!! powiedziałaś TAK!!
W. Jezu, Agata ciszej. Zaraz cały szpital będzie wiedział przez te Twoje krzyki
A. No i co z tego. Ja się cieszę Twoim szczęściem kochana
W. Dobrze, ale już tak nie krzycz...proszę
Do lekarskiego weszła Nina
N. Witam, wszystkich
A i W: Cześć
N. Co tam słychać po weekendzie?
W. Bardzo dobrze, a u Cb?
N. Nie narzekam...Wiki?
W. Tak?
N. Ładny pierścionek, gdzie kupiłaś i za ile?
W. Tak wiesz nie wiem
N. Nie wiesz gdzie kupiłaś pierścionek
W. No nie - powiedziała i wyszła
N. Nic nie rozumiem, Agata a ty?
A. A ja tak. Andrzej kupił pierścionek, tak się zazwyczaj robi jak się ktoś komuś oświadcza. A jak już chcesz tak bardzo wiedzieć to kupił go w Aparcie za 6000. Coś jeszcze?
N. Nie... - powiedziała osłupiałą Nina
Gabinet Falkowicza
N. Czym ty tak zawróciłeś w głowie Wiktorii?
F. A Tobie o co znowu chodzi?
N. Zaręczyny?
F. A to....tak kocham ją i zaręczyliśmy się. Co w tym dziwnego. Czyżby Pan ordynator nie miał takich zamairów względem Twojej osoby?
N. Piep*rz się!
Nina wyszła trzaskając drzwiami
Kilka dni później, galeria
A. Wiki, ja już nie wiem. To jaką ty chcesz tą suknię?
W. No taką ładną. I żeby miała tu - wskazała na ramiona - koronkę, a tu - wskazała na dół - się tak rozkloszowała
A. Aha, dużo mi to mówi
W. O patrz ta mi się podoba - wskazała na skuknię w witrynie sklepu
A. No to chodź przymierzymy ją
Kilka minut później
A. I co?
W. No nie wiem Agata no
A. No to wyjdź
(https://www.google.pl/search?q=suknie+%C5%9Blubne&safe=off&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=MkQrUoSmDYbcsgbuloAo&ved=0CEkQsAQ&biw=1366&bih=667#facrc=_&imgdii=_&imgrc=F3e0GXerpx5y2M%3A%3Bavu7qSYc0_4lsM%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.bialeinspiracje.pl%252Fwp-content%252Fuploads%252F2011%252F08%252Fsuknie_slubne_2012_10.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.bialeinspiracje.pl%252F%253Fp%253D7740%3B557%3B665)
W. I jak?
A. Jest piękna
W. I droga!
A. No ale to jest Twój wymarzony dzień w życiu. Bierz ją serio...
W. No dobra, myślisz, że Andrzejowi się spodoba.
A. Na pewno
W. No dobra bierzemy
Kilka dni później, szpital
F. Kochanie, proszę Cię pójdź ze mną...
W. No ale ja się na tym nie znam, sam wybierzesz, zrobisz to najlepiej
F. Kochanie, proszę
W. Ale ja się nie znam na obrączkach!
F. Koniec tematu, idziesz ze mną! - wziął ją za rękę i pociągnął w stronę samochodu
Dwa tygodnie później, hotel rezydentów
Agata pomaga zapinać suknie Wiki, wchodzi Przemek.
P. Możemy porozmawiać?
W. Przemek, musisz. Nie chcę psuć tego dnia, kłótnia z Tobą
P. Nie przyszedłem się kłócić. Ja zrozumiałem, że Wy się kochacie i że muszę skończyć z tym co ciągnę. Życzę Wam szczęścia, naprawdę. - Przemek podszedł i przytulił Wiki - To co widzimy się w Kościele
W. Jasne. Agata pomóż mi to założyć - wskazała ręką na welon
A. Jesteś pewna?
W. Jak nigdy w życiu. Tylko się trochę stresuje bo Andrzej wymyślił, że sami powiemy sobie przysięgi. Żebym się tylko nie pomyliła.
A. Spokojnie, umiem na pamięć Twoją przysięgę, w razie czego Ci podpowiem. Tylko jeszcze raz Cię zapytam, czy nie masz żadnych wątpliwości i jesteś 100% pewna.
W. Agata czemu o to pytasz?
A. Upewniam się, nie pamiętasz co było z moim mężem
W. A no tak! Dobra jedziemy?
A. Jasne.
Przed samochodem
W. Nina? A co ty tu robisz?
N. Ja? Przyszłam Ci coś powiedzieć! - była pijana
W. Nina, jesteś pijana, daruj sobie - Wiktoria zaczęła wsiadać do samochodu kiedy Nina krzyknęła:
N. Ja z nim sypiałam. Niezły jest w łóżku co nie?
Wiktoria zatrzymała się w połowie kroku i wysiadła:
W. Słucham?
N. Sypiałam z nim, załatwił mi karierę. Z Tobą też tak będzie...
W. My się kochamy i razem przetrwamy wszystko
Wiktoria wsiadła do samochodu i pojechała do Kościoła
Przed ołtarzem, Falkowicz i Piotr
F. Myślisz, że przyjdzie
P. Kocha Cię, jasne że przyjdzie
F. Żebym tylko nie pomylił przysięgi
P. Spokojnie dasz radę. Gdzie się podział opanowany, pewny siebie pan profesor
F. Został zmieniony przez pewną rudą kobietę - uśmiechnął się
15 minut później rozbrzmiewa się marsz Mendelsona i Wiki wchodzi do Kościoła.
Ks. Podejdzie proszę do ołtarza i podajcie sobie prawe dłonie. Chcieliście złożyć przysięgi samemu więc proszę...Andrzeju zacznij...
F. Wiktoria. Mógłbym obiecać Ci, że będę Cię tulił i się o Ciebie troszczył. Mógłbym obiecać, że będę przy Tobie w zdrowiu i chorobie. Mógłbym powiedzieć, że będę dopóki śmierć nas nie rozłączy. Ale nie powiem. Taka przysięga jest dla optymistów, ale ty wiesz, że nie jestem nim. Ale jestem pewien, że jestem gotowy. I wiem, że Cię kocham. Jestem chirurgiem, tak jak i ty, czasami zajmuje się sercem, czasem wycinam tętniaki a jeszcze innym razem guza. Trzymam w swoich rękach życie, jestem lekarzem. Zmieniłaś mnie z cynicznego manipulatora i karierowicza, w człowieka, który dziś jest pewien. Jesteś moją partnerką, moją ukochaną, moją najlepsza przyjaciółką. Moje serce?moje serc, bije dla Ciebie. A w tym dniu, w dniu naszego ślubu, obiecuję Ci, że złożę swoje serce w Twoich dłoniach, bowiem obiecuję Ci siebie.
Wiktorii spłynęła łza po policzku, którą wytarł Andrzej
Ks. Wiktorio teraz Twoja kolej.
W. Wszystko się zmieniło, zmieniłeś się Ty, zmieniłam się Ja. Miałam inne marzenia, pragnienia, ale odkąd jestem z Tobą moje wszystkie marzenia zaczęły się spełniać. Teraz jest już tylko jedno, chcę zostać z Tobą, do końca życia. Bo wiem, że mimo tego, że czasem będzie źle to razem przetrwamy wszystko. Chcę zostać bo bez Ciebie nie mam siły dalej żyć, chce zasypiać przy Tobie, budzić się przy Tobie, umierać przy Tobie. I chociaż czasami mnie ranisz, to i tak Ci wybaczam, bo za bardzo Cię kocham, żeby Cię wypuścić z Moich rąk.
Ks. Ogłaszam Was mężem i żoną. Możecie nałożyć sobie obrączki.
Wiktoria i Andrzej pocałowali się. Goście zaczęli wychodzić na zewnątrz a na końcu wyszła młoda para...obsypana płatkami róż i ziarnkami ryżu. Wszyscy składali życzenia młodej parze aż nagle Wiktoria zemdlała...
niedziela, 10 listopada 2013
Część 15
Kilka miesięcy później Andrzej wrócił do pełnej sprawności po wypadku. Wiktoria zamieszkała z nim w jego domu i świetnie zdała egzamin specjalizacyjny. Blanka wyjechała do Stanów do szkoły. Bardzo polubiła Andrzeja. Nie traktowała go co prawda jak własnego ojca ale bardzo się zaprzyjaźnili.
Pewnego wieczoru, przy kominku
F. Wiktoria?
W. Tak, kochanie
F. Ja wiem, że jesteśmy ze sobą kilka miesięcy ale chciałbym Cię o coś zapytać.
W. Tak?
F. Powiedz mi czy moglibyśmy porozmawiać o przyszłości?
W. To znaczy? Troszeczkę się zaczynam bać...
F. Spokojnie, chodzi mi o to, że ty masz córkę. A ja nie mam żadnego dziecka, i tak sobie pomyślałem...no wiesz...że może my...no wiesz o co mi chodzi, no... - Wiktoria przerwała Andrzejowi
W. Chcesz mieć dziecko?
F. No tak, jeżeli ty się zgodzisz oczywiście...ja nie chce cię do niczego zmuszać...bo to powinna być przemyślana decyzja
W. Andrzej, kocham cię i chce mieć z Tobą dziecko - uśmiechnęła się do niego
F. To chyba powinniśmy zacząć od zaraz tworzyć naszego małego chłopca
W. Chyba małą córeczkę - powiedziała z przekorem
F. Będę się cieszył i z córki i z syna
W. Jutro umówię się do Hany i wszystkiego się dowiem, ale teraz - zaczynając rozpinać guziki od koszuli -możemy już zacząć.
Andrzej wziął Wiktorie na ręce i zaniósł do sypialni.
Następny dzień, gabinet Hany
W. Cześć, mogę Ci zająć chwilę?
H. Tak, jasne co się stało?
W. Chciałam porozmawiać, chodzi o to, że chcielibyśmy z Andrzejem mieć dziecko i czy mogłabyś mi pomóc pięknie zajść w ciążę - powiedziała uśmiechając się
H. Jasne, to zrobimy badania i wszystko Ci powiem
Kilka godzin później
H. Wiki, wszystkie wyniki masz w porządku. Nie ma żadnych problemów, i przy odrobinie pomocy z mojej strony, powinno się udać.
W. Dzięki Hana.
H. Nie ma za co
18:30, gabinet Falkowicza
W. Mogę?
F. Jasne, kochanie. Byłaś u Hany? - Wiktoria usiadła mu na kolanach
W. Tak była, zrobiła mi wszystkie badania i...
F. i... - przerwał jej Falkowicz
W. Spokojnie. Okazało się, że nie mogę mieć dzieci - Andrzejowi zszedł uśmiech z twarzy - żartowałam, omówiłyśmy wszystko z Haną i zajdę w ciążę jak bardzo się postaramy.
F. To cudownie. Skończyłaś już dyżur?
W. Tak i chyba ty też...
F. Tak ale muszę jeszcze popracować, przepraszam kochanie. Jedź do domu ja postaram się wrócić jak najszybciej.
W. No dobrze. To ja ugotuję nam pyszną kolacje
F Dobrze, w takim razie do zobaczenia w domu. - pocałowała go i wyszła
10 minut później
Andrzej, wyjął telefon i wybrał numer Agaty
F. Witam Agato
Ag. Witam, panie profesorze
F. Mam prośbę, mogłabyś mi pomóc?
Ag. Jasne a o co chodzi?
F. Chciałbym oświadczyć się Wiktorii. Czy mogłabyś mi pomóc w wyborze pierścionka?
Ag. Dobrze, to kiedy i gdzie?
F. Za 10 minut przy moim samochodzie?
Ag. Dobrze będę.
Rozłączył się, ubrał i czekał na Agatę przy samochodzie.
F. Gotowa?
Ag. Tak, możemy jechać.
Andrzej wybierał pierścionki a Agata przymierzała je i mówiła czy tak czy nie. Po godzinie spędzonej w Aparcie wybrali pierścionek. (http://www.apart.pl/pl/diamenty,c,1,2,8594)
F. Myślisz, że się jej spodoba
Ag. Jasne, zgodzi się.
F. Mam nadzieję.
Ag. Powodzenia!
Andrzej odwiózł Agatę do hotelu a sam udał się do domu, w którym Wiki czekała na niego z kolacją.
F. Cześć kochanie - krzyknął od progu drzwi
W. Cześć wszystko już gotowe, możemy siadać
Po zjedzonej kolacji, przenieśli się na sofę w dużym pokoju. Andrzej rozpalił w kominku, otworzył wino, nalał do kieliszków i postawił je na stoliku. Usiadł koło Wiktorii, objął ją prawą ręką a lewą cały czas trzymał w kieszeni, trzymał rękę na pudełeczku z pierścionkiem i układał sobie w głowie to co miał jej zaraz powiedzieć. Co się stanie jak się nie zgodzi? Może jednak powinienem z tym zaczekać. w jego głowie była najróżniejsze scenariusze, w końcu przemógł się. zabrał rękę z pleców Wiktorii, uklęknął przed nią i wyciągnął pudełeczko. Wiktoria patrzyła na niego bardzo pilnie.
F. Wiki, kiedy patrzę na Ciebie widzę kobietę z którą chciałbym spędzić resztę życia. Kocham Cię, więc czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz Panią Falkowicz?
W. No nie wiem, muszę trochę pomyśleć
F. Ale...
W. Oczywiście, że zostanę Panią Falkowicz. Wiktoria Falkowicz brzmi powalająco!
Andrzej założył jej pierścionek na palec i powiedział:
F. Kocham Cię Wiki
W. Ja Ciebie też.
Zaczęli się całować, Andrzej podniósł Wiki i zaniósł do sypialni
Część 14
Hotel godzina 13:30, perspektywa Falka
F. Adam tylko cicho
Ad. Andrzej sory ale trzysta roz nie jest lekkie....
F. Wykupiles im cala hurtownie?
Ad. Nie wzialem tylko trzysta
F. Szkoda trzeba bylo wziac wszystkie
Ad. Pogadamy o tym jutro jak zobaczysz rachunek
F. Nie pieniadze sa wazne tylko przeprosiny
Ag. O Adas. Jezus Maria co to jest?
F. Kwiaty, Agata, kwiaty. Gdzie Wiki?
B. No postarales sie.
F. Gdzie Wiki
Ag. Spi. Nie wypuszczona zgodnie z zaleceniami, panie profesorze.
F. Bardzo dobrze. Adam zmykaj na dyzur i nie wracaj tutaj az Ci pozwole.
Ad. Ale...
F. Adam bez dyskusji.
Ag. Blanka idzie ze mna na nocny dyzur. Zobaczy jak sie pracuje w naszym szpitalu.
B. Zawsze o tym marzylam dzieki Aga.
Ad. To ja ide. Pa
B Ag F. Czesc
Ag. Potrzebujesz pomocy
F. W zasadzie tak. Pomozecie?
Ag B. Jasne
20 minut pozniej
F. Dziekuje. Sam bym sie tak szybko nie uwinal.
Ag. Blanka. Chodz idziemy
B. Pan jej nie skrzywdzi prawda?
F. Juz nie...Dzieki ze ustawilas mnie do pionu
B. Cala przyjemnosc po mojej stronie ;
Teraz tylko poczekac az Wiki sie obudzi.
14:00, perspektywa Wiki.
Jak dlugo spalam. Andrzeja juz wypuscili. Moze zadzwonie? Nie nie moge, przeciez wyrazil sie jasno. Ciekawe jak bedzie jutro w pracy. Zglodnialam, ide do kuchni.
Kiedy otworzylam drzwi od pokoju. Moim oczom ukazal sie sciezka zrobiona z czerwonych roz. Co to jest? Szlam po platkach czerwonych roz az do salonu gdzie stal Andrzej w czarnym piekbym garniturze z wielkim bukietem roz.
W. Andrzej? - lzy zaczely splywac mi po policzkach
F. Wiki, ja...bylem skonczonym dupkiem. Przepraszam.
W. Ty? To ja cie przepraszam. - rzucilam mu sie na szyje i zaczelam calowac.
F. Jak ja Cie kocham.
W. Ja Ciebie tez Andrzej.
Zaczeli sie calowac. Tak bardzo za soba tesknili. Chieli miec siebie tylko dla siebie. Trwali w tej chwili. Wiktoria zdjela jego marynarke i koszule i rzucila na podloge. Andrzej podciagnal jej bluzke w gore. Wiktoria oplotla biodra Andrzeja nogami a ten zaniosl ja do sypialni. Kiedy polozyl ja na lozku jednym ruchem zerwal z niej spodnie razem z majtkami. Przez chwile podziwial piekne, nieskazitelne cialo kobiety. Zdjal z siebie spodnie i zostal w samych bokserkach. Polozyl sie na niej i zaczal calowac. Usta szyje, klatke piersiowa. Krazyl jezykiem wokol jej su.tkow. Wiktoria drzala z podniecenia, jej cialo wilo sie pod Andrzejem. On zjezdzal pocalunkami coraz nizej. Jezknela kiedy poczula jego wirujacy jezyk w glebi swojej kobiecosci. Byla juz gotowa, pragnela go cala soba.
W. Andrzej blagam, nie torturuj mnie.
Ale on nie przestawal caly czas wirowal jezykiem w jej kobiecosci, gdy ponownie zaczal calowac jej piersi zanurzyl w niej swoje palce. Wiktoria znowu jeknela. Byla nicierpliwa, on nie chcial skonczyc tych slodkich tortur, a ona czula jak bardzo byl juz podniecony, jak bardzo kial napiety kazdy miesien.
W. O nie, tak sie bawic nie bedziemy!
Powiedziala i przekrecila go. Siedzial na nim okrakiem. Zdjela z niego bokserki.
W. Ty bawiles sie mna to teraz ja zabawie sie toba.
F. Wikus?
W. Ciii...
Pochylila sie nad nim i zaczela calowac. Po chwili wziela jego meskosc w dlonie i zaczela delikatnie pocierac. Jeknal...Zjezdzala pocalunkami coraz nizej, kiedy wziela jego meskosc w usta Andrzej jeknal.
F. Skoncz juz blagam...
W. A ty? Byles grzeczny? Nie...wiec o co chodzi
F. O ty!
Przekrecil ja i wszedl w nia gwaltownie. Glosno jeknea. Poruszal sie w niej szybko, ale zarazem delikatnie i zmyslowo. Caly dom wypelnialy ich glosne jeki. Kiedy razem skonczyli Andrzej krzyknal:
F. Kocham Cie Wiki!
Kiedy ich oddech sie uspoily zasneli w swoich objeciach.
F. Adam tylko cicho
Ad. Andrzej sory ale trzysta roz nie jest lekkie....
F. Wykupiles im cala hurtownie?
Ad. Nie wzialem tylko trzysta
F. Szkoda trzeba bylo wziac wszystkie
Ad. Pogadamy o tym jutro jak zobaczysz rachunek
F. Nie pieniadze sa wazne tylko przeprosiny
Ag. O Adas. Jezus Maria co to jest?
F. Kwiaty, Agata, kwiaty. Gdzie Wiki?
B. No postarales sie.
F. Gdzie Wiki
Ag. Spi. Nie wypuszczona zgodnie z zaleceniami, panie profesorze.
F. Bardzo dobrze. Adam zmykaj na dyzur i nie wracaj tutaj az Ci pozwole.
Ad. Ale...
F. Adam bez dyskusji.
Ag. Blanka idzie ze mna na nocny dyzur. Zobaczy jak sie pracuje w naszym szpitalu.
B. Zawsze o tym marzylam dzieki Aga.
Ad. To ja ide. Pa
B Ag F. Czesc
Ag. Potrzebujesz pomocy
F. W zasadzie tak. Pomozecie?
Ag B. Jasne
20 minut pozniej
F. Dziekuje. Sam bym sie tak szybko nie uwinal.
Ag. Blanka. Chodz idziemy
B. Pan jej nie skrzywdzi prawda?
F. Juz nie...Dzieki ze ustawilas mnie do pionu
B. Cala przyjemnosc po mojej stronie ;
Teraz tylko poczekac az Wiki sie obudzi.
14:00, perspektywa Wiki.
Jak dlugo spalam. Andrzeja juz wypuscili. Moze zadzwonie? Nie nie moge, przeciez wyrazil sie jasno. Ciekawe jak bedzie jutro w pracy. Zglodnialam, ide do kuchni.
Kiedy otworzylam drzwi od pokoju. Moim oczom ukazal sie sciezka zrobiona z czerwonych roz. Co to jest? Szlam po platkach czerwonych roz az do salonu gdzie stal Andrzej w czarnym piekbym garniturze z wielkim bukietem roz.
W. Andrzej? - lzy zaczely splywac mi po policzkach
F. Wiki, ja...bylem skonczonym dupkiem. Przepraszam.
W. Ty? To ja cie przepraszam. - rzucilam mu sie na szyje i zaczelam calowac.
F. Jak ja Cie kocham.
W. Ja Ciebie tez Andrzej.
Zaczeli sie calowac. Tak bardzo za soba tesknili. Chieli miec siebie tylko dla siebie. Trwali w tej chwili. Wiktoria zdjela jego marynarke i koszule i rzucila na podloge. Andrzej podciagnal jej bluzke w gore. Wiktoria oplotla biodra Andrzeja nogami a ten zaniosl ja do sypialni. Kiedy polozyl ja na lozku jednym ruchem zerwal z niej spodnie razem z majtkami. Przez chwile podziwial piekne, nieskazitelne cialo kobiety. Zdjal z siebie spodnie i zostal w samych bokserkach. Polozyl sie na niej i zaczal calowac. Usta szyje, klatke piersiowa. Krazyl jezykiem wokol jej su.tkow. Wiktoria drzala z podniecenia, jej cialo wilo sie pod Andrzejem. On zjezdzal pocalunkami coraz nizej. Jezknela kiedy poczula jego wirujacy jezyk w glebi swojej kobiecosci. Byla juz gotowa, pragnela go cala soba.
W. Andrzej blagam, nie torturuj mnie.
Ale on nie przestawal caly czas wirowal jezykiem w jej kobiecosci, gdy ponownie zaczal calowac jej piersi zanurzyl w niej swoje palce. Wiktoria znowu jeknela. Byla nicierpliwa, on nie chcial skonczyc tych slodkich tortur, a ona czula jak bardzo byl juz podniecony, jak bardzo kial napiety kazdy miesien.
W. O nie, tak sie bawic nie bedziemy!
Powiedziala i przekrecila go. Siedzial na nim okrakiem. Zdjela z niego bokserki.
W. Ty bawiles sie mna to teraz ja zabawie sie toba.
F. Wikus?
W. Ciii...
Pochylila sie nad nim i zaczela calowac. Po chwili wziela jego meskosc w dlonie i zaczela delikatnie pocierac. Jeknal...Zjezdzala pocalunkami coraz nizej, kiedy wziela jego meskosc w usta Andrzej jeknal.
F. Skoncz juz blagam...
W. A ty? Byles grzeczny? Nie...wiec o co chodzi
F. O ty!
Przekrecil ja i wszedl w nia gwaltownie. Glosno jeknea. Poruszal sie w niej szybko, ale zarazem delikatnie i zmyslowo. Caly dom wypelnialy ich glosne jeki. Kiedy razem skonczyli Andrzej krzyknal:
F. Kocham Cie Wiki!
Kiedy ich oddech sie uspoily zasneli w swoich objeciach.
Część 13
Kilka godzin po wypadku
W. Michal co?
MS. Wiki, wszytko jest w porzadku. Nie martw sie.
W. Ale dlaczego jest nie przytomny?
MS. Jest w spiaczce ale powinnien niedlugo sie wybudzic.
W. Niedlugo to znaczy kiedy.
MS. Naprawde nie martw sie o niego.
W. Slucham? Jak mam sie nie martwic o faceta ktorego kocham. Ty o Nine tez bys sie nie martwil?
MS. Przepraszam. Wybudzi sie niedlugo. Czekaj cierpliwie.
Podeszlam i usiadlam przy jego lozku. Zlapalam go za reke i powiedzialam:
W. Kochanie. Przepraszam. Kocham Cie ja nie wiedzialam jak Ci to powiedziec, a teraz lezysz tutaj prze zemnie. Przepraszam.
Pocalowalam jego dlon i nadal ja trzymajac czekalam az sie obudzi. Mijaly minuty, godziny.
Rano, hotel rezydentow, perspektywa Agaty
Dzownek do drzwi.
A. Prosze.
Wo. Czesc, przywiozlem Blanke i jej rzeczy. Jest Wiki?
A. Wiki jest w szpitalu. Jej chlopak mial wypadek i jest nieprzytomny. Wiki siedzi przy nim.
Wo. Kiepsko ale to mam zostawic Blanke czy nie.
A. Tak jasne.
B. Czesc Agata - uscisnela mnie
A. Czesc Blanka. Zanies wszystkie rzeczy do pokoju Wiki.
20 minut pozniej
Wo. Wszystkie rzeczy sa w pokoju. Do zobaczenia corcia.
B. Pa tato.
Kiedy drzwi sie zamknely Blanka zadala mi pytanie
B. Gdzie jest mama?
A. W szpitalu. Moze do niej pojdziemy?
B. Jasne. Mama mi wczoraj mowila ze ma jakiegos faceta. Jaki on jest?
A. Opowiem ci w drodze do szpitala.
B. Ok. To daj mi 10 minut.
Szpital, perspektywa Wiki
W. Andrzej, prosze cie obudz sie no. Nie mozesz mnie tak zostawic. Kocham cie no.
B. Mamo?
W. Blanka. Czesc - uscisnelam ja - To jest Andrzej Falkowicz.
B. Slyszalam od Agaty ze jest bardzo fajny i mily i ze bardzo Cie kocha.
W. Ja tez go kocham. Blanka masz wszystkie rzeczy.
B. Tak tata wszystko przywiozl i wszystko jest e hotelu u ciebie w pokoju.
W. Dobrze. Moze gdziesz chcesz pojsc?
B. Moze pojdziemy na lody. Opowiesz mi cos o tym twoim facecie.
W. Blanka przepraszam Cie ale nie chcialabym opuszczac sali. Moze pojdziesz do nas do bufetu i przyniesiesz nam jakies ciastko?
B. Dobrze w takim razie ok.
Rozmawialysmy caly dzien. Nie odstepowalam jego lozka na krok i tak bylo przez kolejne cztery dni. Tretter dal mi urlop wiec nie bylo z tym problemu. Chociaz jeden z glowy. Agata zajmowala sie Blanka w hotelu w dzien przychodzila do mnie. Piatego wieczoru Andrzej obudzil sie.
W. Andrzej kochanie.
F. Wyjdz z tad.
W. Ale Andrzej.
F. Nie Wiki. Oklamalas mnie. Nie chce cie widziec. Zejdz mi z oczu.
Wstalam i zalana lzami poszlam do hotelu.
A. Wiki? Co sie stalo
B. Mamo? Cos z Andrzejem?
W. Obudzil sie. To koniec naszego zwiazku. Jest wsciekly ze wczesniej nie powiedzialam mu ze mam corke.
B. Mamo spokojnie
Perspektywa Blanki
Mama placze nieustannie od dwoch dni tak dalej byc nie moze. Przez caly czasz siedzi przed drzwiami jego sali. Pogadam sobie z tym calym Andrzejkiem. Kiedy weszlam do szpitala skierowal sie prosto do jego sali. Mama spala to dobrze.
B. Witam. Nazywam sie Blanka Consalida i jestem corka Wiktorii.
F. Czesc. Andrzej Falkowicz.
B. Darujmy sobie ten mily ton. Moja mama nic ci nie powiedziala o moim istnieniu z jednego prostego powodu. Kiedy Przemek siee dowiedzial o moim istnieniu... zerwal z nia. onaa po prostu nie chiala byc znowu sama. Ona cie kocha dlaczego ja tak krzywdzisz.
F. Gdyby mnie kochala byla by tu. A jest? Nie ma wiec o co chodzi.
B. Moja mama jest na korytarzu. Kiedy byles nieprzytomny siedziala tu 24h na dobe. Trzymala Cie za reke. Nie opuszczala tej sali. Agata i ja przynosilysmy jej posilki. Zna ja Pan, nie jadlaby byle byc z osoba ktora kocha, o ktora sie martwi. Kiedy jej Pan powiedzial ze nie chce jej widziec. Wrocila do hotelu. Wypila herbate i powiedizala ze i tak cie nie zostawi. Siedzi na korytarzu od dwoch dni przez caly dzien. Teraz spi. Wiec chlopie wez sie w garsc.
F. Zabierz ja do domu ja wychodze dzis po 13 przyjde do hotelu.
B. Dobrze.
Wyszlam z sali i podeszlam do mamy.
B. Mamo chodz do hotelu.
W. A Andrzej. Nie zostawie go tu.
B. On wychodzi dzisiaj chcesz zeby widzial ze caly czas tu siedzialas.
W. Ale Blanka ja go kocham.
B. Mamo idziemy! Bo zadzwonie po Agate.
W. Dobrze chodz
Sala chorych, perspektywa Falka
Ona mnie kocha ja ja kocham. Andrzej no zastanow sie kiedy miala Ci powiedziec. W okresie kiedy ja gnoiles czy jak zaczeliscie sie do siebie zblizac. No kiedy. Powiedziala kiedy uznala ze jest to sluszne. Jej corka nie jest zla a jezyczek ma ciety po mamusi. Siedziala ze mna caly czas, kocha mnie. Dlaczego ja sie tak zachowalem? Dlaczego?
F. Adam! Moge miec do ciebie prosbe?
A. Jasne co jest?
F. Pojedziesz do kwiaciarni i kupisz mi bukiet czerwonych roz. Wszystkie rozumiesz najlepiej ze sto albo dwiescie. Pojedz do hurtowni i przywiez mi je tutaj na trzynasta. odbiore wypis i pojde przeproscic Wiki. Mozesz to dla mnie zrobic?
A. Jasne to ja jade.
F. Dzieki.
Teraz do Agaty.
F. Pani Agatko. Jest pani w szpitalu czy w hotelu?
A. W hotelu. Cos sie stalo?
F. Pod rzadnym pozorem nie wypuszczaj Wiki z hotelu. Nie mow ze to ja kazalem i nie wypuszczaj jej prosze.
A. Dobrze. Bedziemy w kontakcie.
W. Michal co?
MS. Wiki, wszytko jest w porzadku. Nie martw sie.
W. Ale dlaczego jest nie przytomny?
MS. Jest w spiaczce ale powinnien niedlugo sie wybudzic.
W. Niedlugo to znaczy kiedy.
MS. Naprawde nie martw sie o niego.
W. Slucham? Jak mam sie nie martwic o faceta ktorego kocham. Ty o Nine tez bys sie nie martwil?
MS. Przepraszam. Wybudzi sie niedlugo. Czekaj cierpliwie.
Podeszlam i usiadlam przy jego lozku. Zlapalam go za reke i powiedzialam:
W. Kochanie. Przepraszam. Kocham Cie ja nie wiedzialam jak Ci to powiedziec, a teraz lezysz tutaj prze zemnie. Przepraszam.
Pocalowalam jego dlon i nadal ja trzymajac czekalam az sie obudzi. Mijaly minuty, godziny.
Rano, hotel rezydentow, perspektywa Agaty
Dzownek do drzwi.
A. Prosze.
Wo. Czesc, przywiozlem Blanke i jej rzeczy. Jest Wiki?
A. Wiki jest w szpitalu. Jej chlopak mial wypadek i jest nieprzytomny. Wiki siedzi przy nim.
Wo. Kiepsko ale to mam zostawic Blanke czy nie.
A. Tak jasne.
B. Czesc Agata - uscisnela mnie
A. Czesc Blanka. Zanies wszystkie rzeczy do pokoju Wiki.
20 minut pozniej
Wo. Wszystkie rzeczy sa w pokoju. Do zobaczenia corcia.
B. Pa tato.
Kiedy drzwi sie zamknely Blanka zadala mi pytanie
B. Gdzie jest mama?
A. W szpitalu. Moze do niej pojdziemy?
B. Jasne. Mama mi wczoraj mowila ze ma jakiegos faceta. Jaki on jest?
A. Opowiem ci w drodze do szpitala.
B. Ok. To daj mi 10 minut.
Szpital, perspektywa Wiki
W. Andrzej, prosze cie obudz sie no. Nie mozesz mnie tak zostawic. Kocham cie no.
B. Mamo?
W. Blanka. Czesc - uscisnelam ja - To jest Andrzej Falkowicz.
B. Slyszalam od Agaty ze jest bardzo fajny i mily i ze bardzo Cie kocha.
W. Ja tez go kocham. Blanka masz wszystkie rzeczy.
B. Tak tata wszystko przywiozl i wszystko jest e hotelu u ciebie w pokoju.
W. Dobrze. Moze gdziesz chcesz pojsc?
B. Moze pojdziemy na lody. Opowiesz mi cos o tym twoim facecie.
W. Blanka przepraszam Cie ale nie chcialabym opuszczac sali. Moze pojdziesz do nas do bufetu i przyniesiesz nam jakies ciastko?
B. Dobrze w takim razie ok.
Rozmawialysmy caly dzien. Nie odstepowalam jego lozka na krok i tak bylo przez kolejne cztery dni. Tretter dal mi urlop wiec nie bylo z tym problemu. Chociaz jeden z glowy. Agata zajmowala sie Blanka w hotelu w dzien przychodzila do mnie. Piatego wieczoru Andrzej obudzil sie.
W. Andrzej kochanie.
F. Wyjdz z tad.
W. Ale Andrzej.
F. Nie Wiki. Oklamalas mnie. Nie chce cie widziec. Zejdz mi z oczu.
Wstalam i zalana lzami poszlam do hotelu.
A. Wiki? Co sie stalo
B. Mamo? Cos z Andrzejem?
W. Obudzil sie. To koniec naszego zwiazku. Jest wsciekly ze wczesniej nie powiedzialam mu ze mam corke.
B. Mamo spokojnie
Perspektywa Blanki
Mama placze nieustannie od dwoch dni tak dalej byc nie moze. Przez caly czasz siedzi przed drzwiami jego sali. Pogadam sobie z tym calym Andrzejkiem. Kiedy weszlam do szpitala skierowal sie prosto do jego sali. Mama spala to dobrze.
B. Witam. Nazywam sie Blanka Consalida i jestem corka Wiktorii.
F. Czesc. Andrzej Falkowicz.
B. Darujmy sobie ten mily ton. Moja mama nic ci nie powiedziala o moim istnieniu z jednego prostego powodu. Kiedy Przemek siee dowiedzial o moim istnieniu... zerwal z nia. onaa po prostu nie chiala byc znowu sama. Ona cie kocha dlaczego ja tak krzywdzisz.
F. Gdyby mnie kochala byla by tu. A jest? Nie ma wiec o co chodzi.
B. Moja mama jest na korytarzu. Kiedy byles nieprzytomny siedziala tu 24h na dobe. Trzymala Cie za reke. Nie opuszczala tej sali. Agata i ja przynosilysmy jej posilki. Zna ja Pan, nie jadlaby byle byc z osoba ktora kocha, o ktora sie martwi. Kiedy jej Pan powiedzial ze nie chce jej widziec. Wrocila do hotelu. Wypila herbate i powiedizala ze i tak cie nie zostawi. Siedzi na korytarzu od dwoch dni przez caly dzien. Teraz spi. Wiec chlopie wez sie w garsc.
F. Zabierz ja do domu ja wychodze dzis po 13 przyjde do hotelu.
B. Dobrze.
Wyszlam z sali i podeszlam do mamy.
B. Mamo chodz do hotelu.
W. A Andrzej. Nie zostawie go tu.
B. On wychodzi dzisiaj chcesz zeby widzial ze caly czas tu siedzialas.
W. Ale Blanka ja go kocham.
B. Mamo idziemy! Bo zadzwonie po Agate.
W. Dobrze chodz
Sala chorych, perspektywa Falka
Ona mnie kocha ja ja kocham. Andrzej no zastanow sie kiedy miala Ci powiedziec. W okresie kiedy ja gnoiles czy jak zaczeliscie sie do siebie zblizac. No kiedy. Powiedziala kiedy uznala ze jest to sluszne. Jej corka nie jest zla a jezyczek ma ciety po mamusi. Siedziala ze mna caly czas, kocha mnie. Dlaczego ja sie tak zachowalem? Dlaczego?
F. Adam! Moge miec do ciebie prosbe?
A. Jasne co jest?
F. Pojedziesz do kwiaciarni i kupisz mi bukiet czerwonych roz. Wszystkie rozumiesz najlepiej ze sto albo dwiescie. Pojedz do hurtowni i przywiez mi je tutaj na trzynasta. odbiore wypis i pojde przeproscic Wiki. Mozesz to dla mnie zrobic?
A. Jasne to ja jade.
F. Dzieki.
Teraz do Agaty.
F. Pani Agatko. Jest pani w szpitalu czy w hotelu?
A. W hotelu. Cos sie stalo?
F. Pod rzadnym pozorem nie wypuszczaj Wiki z hotelu. Nie mow ze to ja kazalem i nie wypuszczaj jej prosze.
A. Dobrze. Bedziemy w kontakcie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)