Szpital, poranek, gabinet Falkowicza
Profesor siedzi w swoim fotelu i czeka na sprawozdanie od Wiktorii. Nagle drzwi się otwierają. Wchodzi Consalida, rzuca papierami na biurko Falkowicza i mówi od niechcenia:
W. Funkcje życiowe pacjenta stabilne. Wszystko w porządku. Do widzenia.
F. Wiktorio, poczekaj proszę.
W. Nie mamy o czym ze sobą rozmawiać.
F. Mamy. Proszę.
W. Czego Pan chce.
F. Chce Cie przeprosić - Błagam Cie kobieto wybacz mi! - Ja tak dłużej już nie potrafię. Przez ostatnie sześć dni, jedyne co robisz to wparowujesz tu, rzucasz mi papierami na biurko i jeszcze szybciej stąd wybiegasz.
W. Bo nie mam o czym z Panem rozmawiać. Pan tego nie rozumie? Gnoił mnie Pan całymi miesiącami, potem założył się Pan z Adamem i zrobił wszystko, żeby zniszczyć we mnie to pieprzone uczucie.
F. Jakie uczucie?
W. To uczucie, które pozwalało mi myśleć, że nie jest Pan takim dupkiem za jakiego Pana uważają, że potrafimy się ze sobą dogadać. Jak widać myliłam się.
F. Wiktorio, przepraszam. Nie chciałem się tak wcale zachować.
W. Słucham!? - parsknęła śmiechem Wiki - Niby dlaczego miałabym Panu uwierzyć.
Nastała krępująca cisza, podczas której Falkowicz ciągle gapił się na Wiki.
W. Tak też myślałam. - powiedziała i wyszła.
F. Bo Cie kocham, ty ruda wariatko - powiedział Falkowicz do pustego już pomieszczenia.
Trzy dni później, szpital
Ag. Wiki, możesz to ty zrobić?
W. Agata, to jest tętniak, nie będę operować z Falkowiczem, naprawdę może to zrobić każdy inny lekarz.
Ag. Ale ja ufam tylko tobie - uśmiechnęła się do przyjaciółki.
W. Ale ja nie chce z nim operować! - krzyknęła
F. Z kim nie chce Pani operować, Pani doktor? - zapytał dociekliwie profesor
W. A właśnie z Panem nie chce operować. - powiedziała Wiki i szybko wyszła z pomieszczenia.
Ag. Panie profesorze, ja wiem, że Pan ma dużo pracy, ale mam jednego pacjenta. Wiktoria go badała i okazało się, że to tętniak. Ja chciałabym poprosić, żeby to Pan operował z Wiki, jeśli oczywiście Pan się zgodzi.
F. Z wielką przyjemnością, pani pomogę, pani doktor.
Ag. Dziękuję - blondynka uśmiechnęła się do profesora.
F. Pani Agato?
Ag. Tak profesorze?
F. Mam pytanie. Oczywiście chciałbym żeby to zostało między nami.
Ag. Dobrze słucham?
F. Ja wiem, że to może głupio zabrzmi. Ale czy Wiki czasem coś o mnie mówi?
Ag. Skąd to pytanie profesorze?
F. Proszę, niech Pani odpowie.
Ag. Szczerze, mówi. Ale jednymi słowami jakie aktualnie od niej słyszę to: Co za idiota, gbur, nadęty bufon. Przepraszam profesorze, ale Pan naprawdę jej nie pomaga w tej pracy.
F. Dziękuję, Pani doktor.
Dwa tygodnie później, Izba Przyjęć
W. Proszę następnego pacjenta.
F. Cześć Wiki.
Wiktoria podniosła głowę do góry i zobaczyła Falkowicza i starszą kobietę na wózku.
W. Co się dzieje?
F. To moja matka. Róża Baran. Ma silne bóle brzucha już od wczoraj. Wzięła tabletki ale jej nie pomogły.
W. Dobrze. Możesz mi pomóc. Położymy Panią tutaj.
F. Chodź mamo.
Falkowicz pomógł swojej matce położyć się na kozetce. Wiktoria ją zbadała, zrobiła USG, niestety będzie potrzebna operacja.
W. Możesz pozwolić na chwilę.
F. Oczywiście - pocałował matkę w rękę - poczekaj tu na mnie chwilę
W. Będę musiała przeprowadzić operacje ona ma tętniaka aorty brzusznej. W każdej chwili może wybuchnąć.
F. Dobrze. W takim razie myjmy się do operacji.
W. O nie. Nie wejdziesz na salę operacyjną. Nie ma mowy.
F. To moja matka, do cholery zrozum to.
W. Tym bardziej, nie masz wstępu na salę.
F. Ale Wiktoria.
W. Nie, Andrzej, nie wejdziesz tam.
F. Ale...
W. Nie! Powiedziałam Nie.
Wiktoria odeszła od profesora.
W. Pani Aniu, proszę wezwać doktora Gawryłę i zamówić sale. Natychmiast.
PA. Dobrze. Już się robi.
W. Pani Różo. Będziemy musieli przeprowadzić operacje.
RF. Ale jak to. Przecież mnie boli tylko brzuch.
W. Spokojnie, wszystko będzie w porządku. Proszę podpisać zgodę.
Matka Falkowicza podpisała zgodę. Została przygotowana do zabiegu. Van Graf już ją usypiał. Wiktoria i Piotr myli się do zabiegu. Falkowicz wszedł do myjni.
F. Wiki, możemy porozmawiać?
P. Zaczekam na Ciebie w środku.
W. Słucham?
F. Jesteś jedyną osobą w tym szpitalu, której ufam. Proszę Cie, ona nie może umrzeć.
W. Andrzej spokojnie. Postaram się zrobić wszystko.
F. Proszę Cie - Wiktoria przerwała mu i po prostu go przytuliła.
Puściła do, umyła się ponownie i kiedy wchodziła na sale usłyszała:
F. Dziękuje.
Jak zwykle proszę o komentarze.
Madzia
sobota, 12 kwietnia 2014
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Odcinek 2
Pisałam go jedną ręką, przez półtorej godziny! Ale dla was wszystko :*
Ta piosenka towarzyszyła mi przy tworzeniu. Posłuchajcie i czytajcie :)
https://www.youtube.com/watch?v=LuvfMDhTyMA
Odcinek 2 "Mam Cie dość"
Jak co dzień Wiktoria wstała, ubrała się, zjadła szybkie śniadanie i pobiegła do szpitala. Przebrała się w swój uniform i zrobiła szybki obchodzik.
Kiedy wychodziła z jednej z sal, niespodziewanie wpadła prosto w ramiona Falkowicza. Ten mocno ją obiął. Wiktoria wystrzeliła:
W. Przepraszam, nie chciałam - odsuwając się od Falkowicza
F. Nic się nie stało, pani doktor. Panią mogę łapać zawsze.
W. Yyyy - speszona Wiktoria nie wiedziała co powiedzieć. - Chodźmy na zebranie.
F. Oczywiście. Pani przodem Pani doktor.
Wiktoria nie wiedziała co myśleć. Falkowicz bardzo ją zaskakiwał. Nie wiedziała co kryje się pod jego zachowaniem. Zebranie trwało i trwało. Wiki kątem oka spoglądała na Falkowicza siedzącego obok niej na kanapie.
S. Dobrze. Dzisiaj mamy 3 planowe operacje. Profesor Falkowicz i dr. Consalida operacja usunięcia tętniaka aorty brzusznej, dr. Rudnicka i dr. Jakubek wyrostek, dr. Krajewski i dr. Miller usunięcie żylaków z odbytu. Jeżeli wszyscy wiedzą co maja robić to zapraszam do pracy.
Wiktoria jednak zatrzymała się po słowach ordynatora, mówiącego "Profesor Falkowicz i dr. Consalida operacja usunięcia tętniaka aorty brzusznej". Czy on wziął mnie!? O co mu do cholery chodzi!
F. Pani doktor, proszę przyjść do mnie do gabinetu omówimy operacje.
W. Dobrze, już idę.
Godzina później, blok
F. Wiki! Odsącz tutaj!
W. Dobrze, już nie musi Pan tak krzyczeć.
F. To się skup kochanie.
W. Ta jasne...
Po skończonej operacji Wiki myła się w myjni. Wszedł Falkowicz.
F. Bardzo dobrze sobie Pani poradziła - uśmiechnął się do kobiety - Doskonale, perfekcyjna robota.
W. Dziękuje profesorze, ale ja nic nie zrobiłam, to Pan był operatorem.
F. Och niech nie będzie Pani taka skromna. Świetna robota. Wpadnie Pani do mnie za chwilę?
W. Tak oczywiście.
Gabinet, 20 minut później.
F. No i co. Potrafię? Potrafię.
AK. No potrafisz. Zakład to zakład, kasa jest Twoja - Krajewski podał stówkę Falkowiczowi.
Gdy Krajewski wychodził minął się w drzwiach z Consalida.
W. Chciał mnie Pan widzieć profesorze.
F. Owszem. Chciałem wyjaśnić dzisiejszą sytuację.
W. Jaką? OK. Był Pan dla mnie bardzo miły, ale to chyba jest fajne, tak sądzę.
F. Tak, otóż to. To był tylko zakład. Więcej już się to nie powtórzy.
W. Słucham? A co ja niby jestem? Zabawka, którą możesz się bawić do woli, bo nic nie powie?
F. Nie przypominam żebyśmy byli na ty - profesor podniósł głos
W. Wiesz co Ci powiem! Mam Cię dość!
Wyszła, trzaskając drzwiami. Przebrała się i poszła do hotelu rezydentów.
W tym samym czasie gabinet Falkowicza.
Profesor siedział na swoim krześle, obrócony tyłem do drzwi i pogrążony w całkowitej ciemności.
Dzisiaj pokazała jak potrafi być naprawdę. Jest rudą złośnicą, strasznym uparciuchem. Nigdy wcześniej nie miałem takie diamentu. Ale nie mogę przecież stracić głowy dla jakieś smarkuli! Weź się w garść Falkowicz, natychmiast! Przecież nie możesz pokazać jej, że ten zakład to było coś najwspanialszego co Cię spotkało, prze cały jeden dzień, mogłeś być taki jaki chcesz. Taki czuły, mogłeś ją objąć, uśmiechnąć się do niej, pochwalić, spędzić chwilę. Falkowicz, do cholery weź się w garść!!
Next nie wiem kiedy będzie, ale się postaram.
Czekam na Wasze komentarze.
Madzia
Ta piosenka towarzyszyła mi przy tworzeniu. Posłuchajcie i czytajcie :)
https://www.youtube.com/watch?v=LuvfMDhTyMA
Odcinek 2 "Mam Cie dość"
Jak co dzień Wiktoria wstała, ubrała się, zjadła szybkie śniadanie i pobiegła do szpitala. Przebrała się w swój uniform i zrobiła szybki obchodzik.
Kiedy wychodziła z jednej z sal, niespodziewanie wpadła prosto w ramiona Falkowicza. Ten mocno ją obiął. Wiktoria wystrzeliła:
W. Przepraszam, nie chciałam - odsuwając się od Falkowicza
F. Nic się nie stało, pani doktor. Panią mogę łapać zawsze.
W. Yyyy - speszona Wiktoria nie wiedziała co powiedzieć. - Chodźmy na zebranie.
F. Oczywiście. Pani przodem Pani doktor.
Wiktoria nie wiedziała co myśleć. Falkowicz bardzo ją zaskakiwał. Nie wiedziała co kryje się pod jego zachowaniem. Zebranie trwało i trwało. Wiki kątem oka spoglądała na Falkowicza siedzącego obok niej na kanapie.
S. Dobrze. Dzisiaj mamy 3 planowe operacje. Profesor Falkowicz i dr. Consalida operacja usunięcia tętniaka aorty brzusznej, dr. Rudnicka i dr. Jakubek wyrostek, dr. Krajewski i dr. Miller usunięcie żylaków z odbytu. Jeżeli wszyscy wiedzą co maja robić to zapraszam do pracy.
Wiktoria jednak zatrzymała się po słowach ordynatora, mówiącego "Profesor Falkowicz i dr. Consalida operacja usunięcia tętniaka aorty brzusznej". Czy on wziął mnie!? O co mu do cholery chodzi!
F. Pani doktor, proszę przyjść do mnie do gabinetu omówimy operacje.
W. Dobrze, już idę.
Godzina później, blok
F. Wiki! Odsącz tutaj!
W. Dobrze, już nie musi Pan tak krzyczeć.
F. To się skup kochanie.
W. Ta jasne...
Po skończonej operacji Wiki myła się w myjni. Wszedł Falkowicz.
F. Bardzo dobrze sobie Pani poradziła - uśmiechnął się do kobiety - Doskonale, perfekcyjna robota.
W. Dziękuje profesorze, ale ja nic nie zrobiłam, to Pan był operatorem.
F. Och niech nie będzie Pani taka skromna. Świetna robota. Wpadnie Pani do mnie za chwilę?
W. Tak oczywiście.
Gabinet, 20 minut później.
F. No i co. Potrafię? Potrafię.
AK. No potrafisz. Zakład to zakład, kasa jest Twoja - Krajewski podał stówkę Falkowiczowi.
Gdy Krajewski wychodził minął się w drzwiach z Consalida.
W. Chciał mnie Pan widzieć profesorze.
F. Owszem. Chciałem wyjaśnić dzisiejszą sytuację.
W. Jaką? OK. Był Pan dla mnie bardzo miły, ale to chyba jest fajne, tak sądzę.
F. Tak, otóż to. To był tylko zakład. Więcej już się to nie powtórzy.
W. Słucham? A co ja niby jestem? Zabawka, którą możesz się bawić do woli, bo nic nie powie?
F. Nie przypominam żebyśmy byli na ty - profesor podniósł głos
W. Wiesz co Ci powiem! Mam Cię dość!
Wyszła, trzaskając drzwiami. Przebrała się i poszła do hotelu rezydentów.
W tym samym czasie gabinet Falkowicza.
Profesor siedział na swoim krześle, obrócony tyłem do drzwi i pogrążony w całkowitej ciemności.
Dzisiaj pokazała jak potrafi być naprawdę. Jest rudą złośnicą, strasznym uparciuchem. Nigdy wcześniej nie miałem takie diamentu. Ale nie mogę przecież stracić głowy dla jakieś smarkuli! Weź się w garść Falkowicz, natychmiast! Przecież nie możesz pokazać jej, że ten zakład to było coś najwspanialszego co Cię spotkało, prze cały jeden dzień, mogłeś być taki jaki chcesz. Taki czuły, mogłeś ją objąć, uśmiechnąć się do niej, pochwalić, spędzić chwilę. Falkowicz, do cholery weź się w garść!!
Next nie wiem kiedy będzie, ale się postaram.
Czekam na Wasze komentarze.
Madzia
poniedziałek, 24 marca 2014
Ogłoszenie
Witam wszystkich,
Niestety, nie będę mogła pisać przez najbliższe 2 - 3 tygodnie. Mam unieruchomioną prawą rękę i nie dam rady nią piać. Ale obiecuje, że jak tylko pan doktor odda mi rękę to wyskrobię dla Was szybciutko nową piękną część i to może nawet nie jedną.
Niestety, nie będę mogła pisać przez najbliższe 2 - 3 tygodnie. Mam unieruchomioną prawą rękę i nie dam rady nią piać. Ale obiecuje, że jak tylko pan doktor odda mi rękę to wyskrobię dla Was szybciutko nową piękną część i to może nawet nie jedną.
niedziela, 23 marca 2014
Odcinek 1
AAA jak ja go nie lubię. Pomyślała Wiki, kiedy to po raz kolejny dzisiaj, Falkowicz doprowadził ją do furii. Jak można być takim gburem i idiotą. Zastanawiała się Wiktoria. Odsuwa mnie od operacji, gnoi mnie, ciągle ma do mnie jakieś pretensje. Jak tak można?
Ag. Hej ruda, skonsultujesz mi pacjenta - powiedziała Agata wchodząc do pokoju lekarskiego
W. Hej. Jasne, jak to mówi Falkowicz, przecież do niczego innego się nie nadaje.
Ag. Spokojnie. Miałaś się nie przejmować tym co on mówi.
W. Łatwo powiedzieć, gorzej zrobić.
P. Pani doktor pacjent z 4.
W. Już idę. Aga zrobię to jak wrócę.
Okazało się, że pacjent potrzebuje natychmiastowej operacji. Wiktoria myła się do zabiegu, kiedy to do myjni wkroczył Falkowicz z Piotrem.
F. A co Pani tu robi?
W. Myję się do operacji Panie Profesorze.
F. A gdzie Pani chce operować? No bo raczej nie tutaj, nie ze mną.
W. Ale jak to?
F. Proszę wyjść. Na stole w lekarskim czeka na Panią dokumentacja. Chce to widzieć wypełnione do wieczora, na moim biurku. Żegnam.
Wiktoria trzasnęła drzwiami i poszła się przebrać. Idiota, gbur, głupek, nadęty bufon. Pomyślała.
Wieczór, gabinet Falkowicza
Wiktoria delikatnie puka do drzwi.
F. Proszę.
W To ja, panie profesorze. Przyniosłam dokumentację pacjentów.
F. Proszę położyć ją na tamtym stole.
W. Dobrze - Wiktoria położyła i już chciała wychodzić, kiedy to Falkowicz powiedział:
F. Wiktorio?
W. Tak? - odpowiedziała zdziwiona
F. Nie chcesz wiedzieć co z tym pacjentem z 4?
W. Rozmawiałam z Piotrem, wszystko już mi powiedział.
F. Rozumiem, w takim razie, dobrej nocy Wiki.
W. Dobranoc - odpowiedziała i wyszła.
Poranek, hotel rezydentów.
Wiktoria nie spała przez pół nocy. Ciągle myślała o tym, że Falkowicz był dla niej miły. Jak to się stało? To pytanie ciągle sobie zadawała.
Wstała, ubrała się i poszła na cmentarz. Odnalazła grób, położyła na nim czerwoną róże i powiedziała:
W. On nie jest taki zły jak myślisz - powiedziała - Pa Przemo.
Odwróciła się i udała na dyżur do szpitala.
Proszę Was o komentarze, jak zwykle :) Chciałabym wiedzieć, czy podoba Wam się pomysł na nową część i nadal chcecie czytać.
Ag. Hej ruda, skonsultujesz mi pacjenta - powiedziała Agata wchodząc do pokoju lekarskiego
W. Hej. Jasne, jak to mówi Falkowicz, przecież do niczego innego się nie nadaje.
Ag. Spokojnie. Miałaś się nie przejmować tym co on mówi.
W. Łatwo powiedzieć, gorzej zrobić.
P. Pani doktor pacjent z 4.
W. Już idę. Aga zrobię to jak wrócę.
Okazało się, że pacjent potrzebuje natychmiastowej operacji. Wiktoria myła się do zabiegu, kiedy to do myjni wkroczył Falkowicz z Piotrem.
F. A co Pani tu robi?
W. Myję się do operacji Panie Profesorze.
F. A gdzie Pani chce operować? No bo raczej nie tutaj, nie ze mną.
W. Ale jak to?
F. Proszę wyjść. Na stole w lekarskim czeka na Panią dokumentacja. Chce to widzieć wypełnione do wieczora, na moim biurku. Żegnam.
Wiktoria trzasnęła drzwiami i poszła się przebrać. Idiota, gbur, głupek, nadęty bufon. Pomyślała.
Wieczór, gabinet Falkowicza
Wiktoria delikatnie puka do drzwi.
F. Proszę.
W To ja, panie profesorze. Przyniosłam dokumentację pacjentów.
F. Proszę położyć ją na tamtym stole.
W. Dobrze - Wiktoria położyła i już chciała wychodzić, kiedy to Falkowicz powiedział:
F. Wiktorio?
W. Tak? - odpowiedziała zdziwiona
F. Nie chcesz wiedzieć co z tym pacjentem z 4?
W. Rozmawiałam z Piotrem, wszystko już mi powiedział.
F. Rozumiem, w takim razie, dobrej nocy Wiki.
W. Dobranoc - odpowiedziała i wyszła.
Poranek, hotel rezydentów.
Wiktoria nie spała przez pół nocy. Ciągle myślała o tym, że Falkowicz był dla niej miły. Jak to się stało? To pytanie ciągle sobie zadawała.
Wstała, ubrała się i poszła na cmentarz. Odnalazła grób, położyła na nim czerwoną róże i powiedziała:
W. On nie jest taki zły jak myślisz - powiedziała - Pa Przemo.
Odwróciła się i udała na dyżur do szpitala.
Proszę Was o komentarze, jak zwykle :) Chciałabym wiedzieć, czy podoba Wam się pomysł na nową część i nadal chcecie czytać.
sobota, 15 marca 2014
Część 28 i ostatnia
3 lata później, dom FaWi
A. Ignacy nie ciągnij siostry za włosy! Ignacy!
Andrzej wziął małego na ręce. Wiktoria podeszła do niego.
W. Kochanie nie denerwuj się, proszę. - powiedziała i przeczesała mu włosy.
A. Jak mam się nie denerwować jak on jest niegrzeczny - wskazał palcem na syna
I. Nie cialem tato.
A. Nie możesz dokuczać siostrze.
W. Ignaś zrozumiał, nie musisz mu tego powtarzać.
A. Mądrą żoną jednak jesteś - pocałował ją.
Andrzej postawił syna na podłodze. Julka zaczęła go ciągnąć za spodnie.
J. Tata! Tata!
A. Tak kochanie?
J. Obiecales ze pojdziemy na plac zabaw. Na ustawke!
A. Wiem, że obiecałem i zaraz pójdziemy. Idź z mamą przebierze Was i możemy iść.
W. No tak mama przebierz, mama pocałuje, mama ugotuje, mama uśpi... Mama - nie dane jej było dokończyć, gdyż Andrzej wpił się w jej usta.
A. Też Cię kocham
Poszli na górę, Wiktoria przebrała Julę i Ignasia, zeszli na dół, wzięła soczki dla każdego z nich i razem z Andrzejem poszli na plac zabaw.
2 lata później, wieczór, dom FaWi
A. Śpią? - zapytał Andrzej kiedy Wiktoria weszła do ich sypialni.
W. Tak śpią. - położyła się koło niego i przytuliła - o wiele łatwiej uśpić pięciolatka niż niemowlaka
A. Wiesz, że za rok pójdą do pierwszej klasy.
W. Wiem. Czas straasznie szybko leci.
A. No fakt szybko. A skoro dzieci śpią i minęło pięć lat to może byśmy pomyśleli o - zaczął ją całować po szyi - jeszcze jednym - zszedł na dekolt - małym - całował jej piersi - Falkowiczu juniorze.
W. Hmmm to bardzo ciekawy pomysł.
Zaczęli się namiętnie całować, Andrzej podnosił koszulkę Wiktorii w górę. Nagle rozległ się grzmot.
A. O nie burza.
W. No tak burza - Wiktoria poprawiła koszulkę.
A. No to co? Może jak się mocno przytulimy to nas nie rozdzielą?
W. Wątpię w to kochanie. - uśmiechnęła się.
Rozległ się kolejny grzmot, a pokój rozświetlił błysk światła. Nagle drzwi sypialni otworzyły się i do łóżka rodziców wbiegły dwa przestraszone maluchy.
J. Tato! Burza! - krzyknęła mała przerażona dziewczynka
I. Mamo! Ratuj! - krzyknął równie przerażony chłopiec.
W. Już spokojnie. Nic Wam się nie stanie.
Wiktoria odsłoniła kołdrę z łóżka i dwa maluchy ułożyły się w środku, między rodzicami. Ignacy po stronie mamy a Jula po stronie taty.
J. Tato?
A. Tak skarbie?
J. A czy burza jest groźna?
A. Nie kochanie. Nic Ci nie grozi.
Maluchy wtuliły się w rodziców i zasnęły.
Wiktoria i Andrzej Falkowicz wiedli bardzo szczęśliwe i spokojne życie. Andrzej został dyrektorem szpitala w Leśnej Górze, a Wiktoria ordynatorem chirurgi. Julka i Ignacy byli bardzo żywiołowymi dziećmi. Wszystko było idealne, aż za bardzo. Kiedy Jula i Ignacy skończyli 9 lat urodził im się jeszcze brat, Maciek. Wiktoria i Andrzej byli jeszcze bardziej szczęśliwi. Byli kochającą się rodziną.
Zapowiedź
Witam, wszystkich cierpliwych :)
Dzisiaj prawdopodobnie, wieczorem pojawi się nowa część opowiadania. Dziękuję bardzo "zakręconej i szalonej" za reklamę :) Powoli traciłam nadzieję, że ktokolwiek już tu wejdzie. No ale cóż, wróce dzisiaj wieczorem z nową świeżą częścią opowiadania.
Jeśli macie jakieś pomysły na nowe części to piszcie w komentarzach. Wszystko chętnie przeczytam i rozważę.
BTW wydaje mi się, że czas już skończyć z tą serią opowiadań i może okaże się, że ta dzisiejsza część będzie ostatnia. Ale spokojnie mam zamiar zacząć od nowa, kolejną historię, oczywiście o FaWi. Dlatego proszę Was o pomysły.
Madzia
Dzisiaj prawdopodobnie, wieczorem pojawi się nowa część opowiadania. Dziękuję bardzo "zakręconej i szalonej" za reklamę :) Powoli traciłam nadzieję, że ktokolwiek już tu wejdzie. No ale cóż, wróce dzisiaj wieczorem z nową świeżą częścią opowiadania.
Jeśli macie jakieś pomysły na nowe części to piszcie w komentarzach. Wszystko chętnie przeczytam i rozważę.
BTW wydaje mi się, że czas już skończyć z tą serią opowiadań i może okaże się, że ta dzisiejsza część będzie ostatnia. Ale spokojnie mam zamiar zacząć od nowa, kolejną historię, oczywiście o FaWi. Dlatego proszę Was o pomysły.
Madzia
niedziela, 16 lutego 2014
Część 27
Wiktoria wciąż stała na korytarzy patrząc to w jedna to w druga stronę. Wciąż nie mogła uwierzyć, ze Andrzejowi udało się to zrobić w jeden dzień.
W. Ale jak ty to zrobiłeś? Kiedy?
F. No jak byłaś na zakupach z Agata.
W. Ty - wskazała palcem na męża - ty jej kazałeś zabrać mnie z domu.
F. Nic mi o tym nie wiadomo kochanie.
W. Andrzej zdajesz sobie sprawę z tego, ze za 3 miesiące w tych pokojach będą leżeć nasze dzieci.
F. Tak zdaje sobie sprawę. I ciesze się bardzo, ze los dal takiej szui jak ja możliwość na szczęście. Że dał mi Ciebie, Wiktora i Marie.
W. A no właśnie. Zapomniałabym. Do salonu. Chodź skarbie.
F. Wiki coś się stało?
W. Tak stało się. Mam dla Ciebie prezent.
F. Jaki?
Wiktoria wzięła torebkę, usiadła na kanapie i z bardzo poważną miną zaczęła.
W. Ja wiem Andrzejku, ze ty się bardzo cieszysz z faktu iż jestem w ciąży. Tylko jak tak dalej pójdzie to ja ci nie pozwolę być ich ojcem. Musisz zrozumieć, ze NASZE dzieci nie mogą mieć na imię Maria i Wiktor. Ja mam córkę i dałam jej imię z polotem, wiec musisz zrozumieć, ze albo zmienisz zdanie albo no cóż dzieci będą miały moje nazwisko.
F. Jesteś śmiertelnie poważna kiedy sobie tak żartujesz. Jak ty to robisz?
W. Ja sobie nie żartuje kochanie.
F. Dobrze, wiec jaka jest twoja propozycja?
W. Ignacy i Julia
F. A może Wiktor i Julia?
W. Ignacy i Julia Falkowicz. Nie zmienię zdania.
F. Ale Wiktor to ładne imię przecież. O co Ci chodzi?
W. Nie ja mam na imię Wiktoria. Nie dam synkowi imienia Wiktor. Ale skoro Ci nie pasuje to dobrze. Julia i Ignacy Consalida tez brzmi ładnie.
F. Dobrze zgadzam się. Ale Julia i Ignacy FALKOWICZ. No dobrze a jak to się ma do prezentu dla mnie?
Wiktoria wyjęła z torebki dwa male pudełeczka i podała je mężowi.
W. Proszę
F. Dziękuję. - Andrzej otworzył pudełeczko. Znalazł w środku śpioszki, podniósł je do góry - No na mnie to one są trochę za male. Ale teraz przynajmniej wiem po co była ta bitwa o imię. Zaniosę je do pokojów.
W. Ok. To ja zrobię kolacje.
Falkowicz poszedł i w każdym z łóżeczek położył śpioszki. w jednym śpioszek z imieniem Julia a w drugim śpioszek z imieniem Ignacy.
3 miesiące później, szpital
F. Oddychaj spokojnie. Oddychaj.
W. Nie mów mi co mam robić. Aaaaaaaaaaaa
F. Przecież ja zawsze ci mówię o masz robić.
H. Wiki teraz przyj. Jeszcze jeden raz i jedno będzie już na świecie. Dalej
W. Aaaaaaa.
Nagle usłyszeli płacz dziecka.
H. Brawo Wiki . Ignaś już jest wśród nas teraz Jula. Dalej przyj!!
W. Aaaaaaa
Po chwili usłyszeli kolejny płacz.
H. Brawo Wiki!
Po chwili Wiktoria i Andrzej otrzymali dzieci do rak.
F. Zobacz jaka ona jest malutka i on tez taki malutki. Zobacz takie malutkie szkraby.
W. Andrzej to logiczne, ze są malutkie.
H. Musze je zabrać. Zbadać. Wiki zostaniesz przewieziona na sale. Andrzej możesz do niej pójść zaraz.
F. Dobrze.
Falkowicz wyszedł z sali uradowany. Na korytarzu czekali już Adam i Agata.
Ag. I co?
F. Takie malutkie szkrabki. Kochane.
Ad. Gdzie Wiki?
F. Przewożą ja na sale. Dzieci są badane. Zaraz możemy do nich pójść. Są w 12.
Kiedy Falkowicz wraz z Agata.i Adamem wszedł do sali ujrzał coś co go zamurowało. Los dal mu takie szczęście. Kochał ja i dzieci.
F. No to teraz się zacznie ostra jazda. - powiedział do siebie i poszedł do Wiki.
Czekam na Wasze komentarze ;)
W. Ale jak ty to zrobiłeś? Kiedy?
F. No jak byłaś na zakupach z Agata.
W. Ty - wskazała palcem na męża - ty jej kazałeś zabrać mnie z domu.
F. Nic mi o tym nie wiadomo kochanie.
W. Andrzej zdajesz sobie sprawę z tego, ze za 3 miesiące w tych pokojach będą leżeć nasze dzieci.
F. Tak zdaje sobie sprawę. I ciesze się bardzo, ze los dal takiej szui jak ja możliwość na szczęście. Że dał mi Ciebie, Wiktora i Marie.
W. A no właśnie. Zapomniałabym. Do salonu. Chodź skarbie.
F. Wiki coś się stało?
W. Tak stało się. Mam dla Ciebie prezent.
F. Jaki?
Wiktoria wzięła torebkę, usiadła na kanapie i z bardzo poważną miną zaczęła.
W. Ja wiem Andrzejku, ze ty się bardzo cieszysz z faktu iż jestem w ciąży. Tylko jak tak dalej pójdzie to ja ci nie pozwolę być ich ojcem. Musisz zrozumieć, ze NASZE dzieci nie mogą mieć na imię Maria i Wiktor. Ja mam córkę i dałam jej imię z polotem, wiec musisz zrozumieć, ze albo zmienisz zdanie albo no cóż dzieci będą miały moje nazwisko.
F. Jesteś śmiertelnie poważna kiedy sobie tak żartujesz. Jak ty to robisz?
W. Ja sobie nie żartuje kochanie.
F. Dobrze, wiec jaka jest twoja propozycja?
W. Ignacy i Julia
F. A może Wiktor i Julia?
W. Ignacy i Julia Falkowicz. Nie zmienię zdania.
F. Ale Wiktor to ładne imię przecież. O co Ci chodzi?
W. Nie ja mam na imię Wiktoria. Nie dam synkowi imienia Wiktor. Ale skoro Ci nie pasuje to dobrze. Julia i Ignacy Consalida tez brzmi ładnie.
F. Dobrze zgadzam się. Ale Julia i Ignacy FALKOWICZ. No dobrze a jak to się ma do prezentu dla mnie?
Wiktoria wyjęła z torebki dwa male pudełeczka i podała je mężowi.
W. Proszę
F. Dziękuję. - Andrzej otworzył pudełeczko. Znalazł w środku śpioszki, podniósł je do góry - No na mnie to one są trochę za male. Ale teraz przynajmniej wiem po co była ta bitwa o imię. Zaniosę je do pokojów.
W. Ok. To ja zrobię kolacje.
Falkowicz poszedł i w każdym z łóżeczek położył śpioszki. w jednym śpioszek z imieniem Julia a w drugim śpioszek z imieniem Ignacy.
3 miesiące później, szpital
F. Oddychaj spokojnie. Oddychaj.
W. Nie mów mi co mam robić. Aaaaaaaaaaaa
F. Przecież ja zawsze ci mówię o masz robić.
H. Wiki teraz przyj. Jeszcze jeden raz i jedno będzie już na świecie. Dalej
W. Aaaaaaa.
Nagle usłyszeli płacz dziecka.
H. Brawo Wiki . Ignaś już jest wśród nas teraz Jula. Dalej przyj!!
W. Aaaaaaa
Po chwili usłyszeli kolejny płacz.
H. Brawo Wiki!
Po chwili Wiktoria i Andrzej otrzymali dzieci do rak.
F. Zobacz jaka ona jest malutka i on tez taki malutki. Zobacz takie malutkie szkraby.
W. Andrzej to logiczne, ze są malutkie.
H. Musze je zabrać. Zbadać. Wiki zostaniesz przewieziona na sale. Andrzej możesz do niej pójść zaraz.
F. Dobrze.
Falkowicz wyszedł z sali uradowany. Na korytarzu czekali już Adam i Agata.
Ag. I co?
F. Takie malutkie szkrabki. Kochane.
Ad. Gdzie Wiki?
F. Przewożą ja na sale. Dzieci są badane. Zaraz możemy do nich pójść. Są w 12.
Kiedy Falkowicz wraz z Agata.i Adamem wszedł do sali ujrzał coś co go zamurowało. Los dal mu takie szczęście. Kochał ja i dzieci.
F. No to teraz się zacznie ostra jazda. - powiedział do siebie i poszedł do Wiki.
Czekam na Wasze komentarze ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
