sobota, 28 grudnia 2013

?

Nie wiem czy dalej pisać to opowiadanie, przestaliście już wchodzić na bloga. Przykro mi z tego powdu. Nie wiem czy mam dla kogo pisać :(

piątek, 27 grudnia 2013

Część 25

Przepraszam, za tak długi okres niepisania. Ale już wróciłam z nową częścią. Jak zawsze proszę o komentarze.

Część 25

7:20, sypialnia FaWi

Wiktoria i  Andrzej mieli rano razem dyżur. Wiktoria obudziła się pierwsza, stała, ubrała się, spojrzała na męża i poszła robić śniadanie.

Zaczął dzwonić budzik. Andrzej przekręcił się, wyłączył go i zobaczył zdjęcie. Wziął je do ręki, patrzył, patrzył nagle krzyknął:

A. Wiki! Wiki! Gdzie jesteś!
W. W kuchni - usłyszał

Andrzej nie patrząc na nic, zbiegł szybko do Wiktorii, cały czas trzymając w ręku zdjęcie.

A. Kochanie, czy to jest mój syn? - zapytał jej wskazując na fotografie
W. To jest dziecko, owszem nasze dziecko, ale czy syn to ja nie wiem.
A. Tak! - krzyknął, podszedł do niej, objął w tali i zaczął kręcić.
W. Wariacie, postaw mnie!
A. Ale jak? Kiedy?
W. Kotku, jesteś lekarzem, wiesz skąd biorą się dzieci. A jak nie pamiętasz to mogę Ci zaraz pokazać - zaśmiała się
A. Ale który tydzień?
W. 8
A. A to wtedy jak wróciłaś z Hiszpanii.
W. Najprawdopodobniej tak. Widzisz muszę częściej wyjeżdżać.
A. Ani mi się waż.

Andrzej uklęknął przed Wiki, położył rękę na jej brzuchu, pocałował go i powiedział:

A. Cześć maluszku, tu tatuś. Kocham Cię.

W. Kochanie ja Ci nie chce przerywać, ale śniadanie i do pracy, bo się spóźnimy
A. A ty nie masz zamiaru chyba pracować.
W. Na razie mogę.
A. Porozmawiamy o tym wieczorem, moja panno
W. Moja panno? Hahahahah. Jak ty coś czasem powiesz to - nie dokończyła bo Andrzej wpił się w jej usta.
A. Też Cię kocham skarbie.

9:30, gabinet lekarski

Ag. Cześć Wiki.
W. No hej, Agatko.
Ag. Jak tam Andrzej? Szczęśliwy?
W. A nie widać?
Ag. O czym mówisz?
W. Spójrz za siebie.

Agata odwróciła się i zobaczyła Andrzeja idącego przez szpital, całego w skowronkach.

W. Zwariował.
Ag. No widzę właśnie.
W. Dobra spadam, mam operację. Może wpadniesz na kolacje wieczorem do nas?
Ag. Bardzo chętnie, ale mam dyżur.
W. Ok, to jak będziesz miała czas to się zgadamy.
Ag. Ok. Pa
W. Pa.

Wiktoria podeszła do Andrzeja.

W. Mam operację, za 20 minut. Potrzebuję asysty, czyli Ciebie. Raz dwa trzy idziemy.
A. Profesor, doktor habilitowany Andrzej Falkowicz, na hakach?
W. Tak, kochanie
A. Z przyjemnością za asystuje Pani doktor Wiktorii Falkowicz i Kacprowi.
W. Jakiemu znowu Kacprowi?
A. Mojemu synkowi - pokazał na jej brzuch
W. Chyba Julii Falkowicz.
A. Nie to będzie chłopiec, czuję to.
W. Dobrze, na blok. - obróciła go w kierunku sali operacyjnej i klepnęła w tyłek na znak, że ma iść
A. Osz ty - objął ją w talii i poszli.

19:30, dom FaWi

W. Kochanie, będę pracować.
A. Ale ja muszę mieć Cię na oku.
W. Dobrze, ale nie zabronisz mi tego.
A. Ale ja muszę pilnować, aby moje dziecko było bezpieczne i szczęśliwe.
W. Hahahaha, to najbardziej będzie szczęśliwe jak tatuś przestanie gadać i zabierze mamusi do sypialni.
A. Się robi - wziął ją na ręce i poszli do łóżka.

3 miesiące później, popołudnie, salon, dom FaWi

Wiktoria siedziała na kanapie, a Andrzej leżał. Trzymał głowę na kolanach żony i ciągle mówił:

A. Poczułaś?
W. Andrzej, dziwne jakbym nie poczuła.
A. Oj tam oj tam. O teraz!
W. Andrzej, ja naprawdę czuje jak ona kopie.
A. On kopie skarbie, on
W. Dobrze, dobrze.
A. A w końcu mi nie powiedziałaś. Kiedy następna wizyta u Hanny?
W. Jutro o 10
A. Mogę iść z Tobą.
W. Pewnie, ale mam prośbę.
A. Tak?
W. Nie zapytamy o płeć. Niech to będzie niespodzianka.
A. Dobrze, mogę pójść na takie ustępstwo, pod jednym warunkiem.
W. Jakim?
A. Koniec z operacjami, tylko papierologia.
W. Ale...
A. Obiecaj.
W. Dobrze, ale mogę konsultować na Izbie.
A. Dobrze.

Gabinet Hany, 10:10

H. Wiki, na ostatnim zdjęciu nie było tego dokładnie widać, ale teraz jestem już pewna.
W. Co się stało?
H. To bliźniaki.
A. Co?
W. Jak to bliźniaki?
H. Normalnie, widocznie los wynagrodził Ci zeszłe poronienie.
W. O matko.

Gabinet Andrzeja, 10:30

Andrzej siedzi na swoim fotelu, Wiktoria na jego kolanach. Są zapatrzeni na zdjęcie.

A. Widzisz, bliźniaki.
W. No widzę, widzę.
A. Kacper i Antek
W. Julia i Ignacy.
A. Skąd wiesz, że różne płci?
W. Nie wiem, ale to jest mój przykład. Nie podoba mi się imię Kacper.
A. Jeszcze o tym porozmawiamy.
W. Ok - wstała
A. Dobrze. zostawisz mi jedno, żebym miał je w gabinecie?
W. Dobrze, mogę kluczyki?
A. Nie wiem czy to jest dobry pomysł.
W. Proszę. Muszę coś załatwić.
A. Dobrze, ale uważaj.

Wiktoria pojechała do fotografa, kupiła piękną ramkę na zdjęcie i wróciła do szpitala. Weszła do gabinetu męża, nie było go.

Wzięła fotografię, włożyła w ramkę i napisała na kartce: Czekamy w domu! Kocham Cię. Wiki.

Wyszła, zamówiła taksówkę i pojechała do domu.

Po skończonej operacji Andrzej wrócił do gabinetu, zobaczył ramkę i kartkę i sam do siebie się uśmiechnął.
Postawił ramkę obok tej na, której była Wiki i on podczas ślubu. Zabrał rzeczy i pojechał do domu.


czwartek, 5 grudnia 2013

Część 24


Dwa tygodnie później, poranek

Wiktoria obudziła się pierwsza. Spojrzała na zegarek - wskazywał 7:45. Wstała, poszła do pokoju Blanki, przykryła ja i zeszła na dół. Zrobiła śniadanie, kawę i sok. Zegar wskazywał - 8:00. Wróciła na górę, Andrzej leżał na plecach, nadal śpiąc.

Podeszła do łózka i położyła się na nim. Słodki ciężar obudził Andrzeja.

A. Cześć kochanie - pocałował ją
W. Cześć. Zrobiłam śniadanie więc zapraszam
A. Która godzina?
W. 8:10
A. Dlaczego mnie obudziłaś? Mamy dzisiaj nockę.
W. Jedziemy na zakupy, mój drogi.
A. Ale jak to? Po co?
W. Przytyłam, muszę kupić jakieś nowe ciuchy.
A. Kochanie, mdłości, przytyłaś może jednak się zbadaj.
W. Nie muszę, nie mogę mieć dzieci zapomniałeś
A. Nie, ale skoro chcesz to możemy jechać na te zakupy.

Obudzili Blankę, zjedli śniadanie i o 10 byli gotowi do drogi. Spędzili w centrum prawie cały dzień. Wrócili do domu zjedli obiad, Blanka została w domu a Andrzej i Wiki pojechali do szpitala.

2:20, Izba przyjęć

Pa. Dobry wieczór. Można?
W. Tak, oczywiście zapraszam.
Pa. Przykleiłem się - powiedział pacjent wyciągając zza pleców rękę i kawałek plastiku
W. No dobrze, jakoś to odkleimy

2:45, droga do lekarskiego

B. Pani doktor! Pani doktor!
W. O tak, pani Beatko.
B. Nie podpisała Pani
W. Przepraszam, rzeczywiście zapomniałam - nagle Wiktorii zakręciło się w głowie
B. Pani doktor wszystko w porządku?
W. Tak. Nawdychałam się tych rozpuszczalników.
B. No tak czasami się zdarza.

Wiktoria podpisała zaległy dokument i szła dalej, kiedy upadła. Pielęgniarki szybko do niej podbiegły.

B. Asia, zawołaj Falkowicza

Położyli Wiktorię na łóżku i zawieźli na Izbę.

Gabinet Falkowicza

As. Panie profesorze, proszę szybko ze mną
A. Co się stało?
As. Chodzi o Pana żonę, zemdlała na korytarzu jest na Izbie.

Andrzej wstał z fotela i natychmiast pobiegł na Izbę.

Podszedł do Wiktorii, miała maskę tlenową, była przytomna.

A. Kochanie? Boli Cię coś?
W. Nic mi nie jest - próbowała wstać jednak znowu zakręciło się jej w głowie i ponownie się położyła.
A. No właśnie widzę. Proszę zawołać doktor Goldberg.
W. Andrzej, po co?
A. Cicho bądź, teraz ja jestem lekarzem a ty pacjentem. - uśmiechnął się do niej
W. Ale Andrzej, nic mi nie jest, nawdychałam się tych rozpuszczalników i teraz mi słabo. Tyle
A. Jakich rozpuszczalników?
W. Pacjent przykleił sobie rękę do plastikowej deski.
A. Oj tam. Zbadamy Cię.

10 minut później, na Izbie pojawiła się Hanna.

H. Wiki, jak się czujesz?
W. Dobrze, Andrzej przesadza.
H. Andrzej, możesz wyjść. Chce ją zbadać.
A. Ale? Chyba mogę zostać? Wiki?
W. Kotku poczekaj na korytarzu, proszę.
A. No dobrze - pocałował ją i wyszedł.

Po badaniu.

H. Wiki, mam dla Ciebie świetną wiadomość. Jesteś w ciąży.
W. Ale jak? To nie możliwe, przecież sama mówiłaś.
H. Cuda się zdarzają.
W. Który to tydzień?
H. 8
W. Powrót z Hiszpanii
H. Co?
W. Nic nic, mogę zdjęcie?
H. Jasne - Hanna wydrukowała zdjęcie i podała Wiki.
W. Nie mów nic Andrzejowi.
H. Chyba się szykuje niespodzianka.
W. Coś w tym stylu - uśmiechnęła się.

Hanna wyszła a do Wiktorii przyszedł Andrzej.

A. I co?
W. Wszystko w porządku, muszę trochę odpocząć i tyle
A. To wszystko od rozpuszczalnika?
W. Tak.

Poranek, koniec dyżuru.

A. Jedziemy do domu?
W. Tak ty jedziesz, ja muszę na chwile do Agaty.
A. No to może ja poczekam na Ciebie.
W. Nie przyjadę taksówką.
A. No dobrze, czekam w domu. - pocałował ją i wyszedł

Hotel rezydentów, pokój Agaty, 8:20

Blondynka śpi w łóżku. Wiktoria wpada do pokoju i krzyczy:

W. Ciotką zostaniesz.
Ag. Co ty się tak drzesz od rana.
W. Ciotką będziesz, w ciąży jestem.
Ag. Naprawdę?
W. Tak!
Ag. Cieszę się - przytuliła ją.

Zjadły razem śniadanie, wypiły herbatę. Wiktoria zamówiła taksówkę i pojechała do domu.

Andrzej spał położyła na jego stoliczku nocnym, zdjęcie które dała jej Hanna i poszła spać.


niedziela, 17 listopada 2013

Część 23



Gabinet, 15:20

Wiktoria ma rację, nie nosisz obrączki. Przecież ona Cię kocha, nie potrzebnie pobiłeś Krajewskiego.

Dom FaWi, 15:30

Ale on mnie denerwuje, no ale każde małżeństwo może być wybuchowe. Zrobię mu na złość. Wiktoria chwyciła telefon i wybrała numer Adama.

W. No cześć Krajewski, słuchaj jeżeli nadal chcesz to Ci pomogę.
Ad. Jasne, dziękuje. A Andrzej Ci pozwolił.
W. Nie jestem jego własnością.
Ad. Ok, przyjadę po Ciebie za 20 minut.
W. Ok, do zobaczenia.

Andrzej z zamiarem przeprosin Wiktorii, zamówił taksówkę. Pojechał najpierw do kwiaciarni, kupił piękny bukiet kwiatów, pojechał do domu.

Otworzył drzwi

A. Wiki, już jestem

W domu panowała jednak cisza. No tak pojechała z Adamem.

Restauracja, 16:00

Ad. Ok poznaliśmy się w szpitali, oboje jesteśmy lekarzami, bardzo Cię kocham i ten jesteśmy bardzo szczęśliwi.
W. Adam poradzę sobie
Ad. Wiki?
W. Tak?
Ad. Obrączka, zdejmij obrączkę
W. A no tak, zapomniałam - Wiktoria zdjęła obrączkę i schowała ją do kieszeni. Chwyciła Adama za rękę i poszli do jego rodziców.

Godzina 19:30, samochód Adama

Ad. Wiktoria, bardzo Ci dziękuję.
W. No wiesz koncepcja Twoich rodziców, co do tego, że jesteś gejem jest bardzo ciekawa. Ha ha ha
Ad. Tak, śmiej się ze mnie śmiej.
W. Oj no już dobrze - pogłaskała go po głowie.

Siedziała w jego samochodzie, spojrzała na swój palec, wyjęła obrączkę z kieszeni i założyła s powrotem.

Godzina 20, dom FaWi

Otworzyła drzwi, zdjęła płaszcz i weszła w głąb domu.

W. Już jestem
A. Poszłaś z Adamem, prawda?
W. Tak, poszłam
A. Prosiłem?
W. Prosiłeś, ale też pobiłeś Adama, niesłusznie.
A. Przepraszam, kochanie. Ja jestem zazdrosny, on tak na Ciebie patrzy.
W. Andrzej, proszę Cię, możemy się już o to nie kłócić.
A. Miałaś rację, od dzisiaj jest zmiana - podniósł rękę i pokazał jej swój palec, na którym była obrączka - miałaś rację, mówiąc że nie jestem sprawiedliwy, bardzo Cię kocham i będę ją nosił już zawsze.
W. Andrzej, wiesz, że jeżeli nie chcesz to nie musisz.
A. Ale chce.

Andrzej zaczął ją namiętnie całować, położył ręce na jej pośladkach i podniósł ją do góry, czym zmusił Wiktorię aby oplotła nogi wokół jego bioder. Zaniósł ją do sypialni, postawił, zaczął rozpinać sukienkę. Wiktoria szarpała się z guzikami od jego koszuli, po chwili nadzy znaleźli się na łóżku. Wiktoria poddawała się każdej pieszczocie Andrzeja, całował jej dekolt, piersi brzuch, podbrzusze, kiedy zanurzył język w jej kobiecości, cały dom wypełnił jej głośny jęk pożądania. Wiktoria wiła się z rozkoszy zadawanej przez Andrzeja. Po chwili podciągnęła jego głowę za włosy, złączyli się w namiętnym pocałunku. Zanim Andrzej zdążył zareagować Wiktoria obróciła go i teraz to ona była nad nim. Jej włosy tworzyły kotarę przy ich głowach. Zaczęła schodzić pocałunkami coraz niżej, klatka piersiowa, brzuch aż w końcu wzięła w usta jego męskość. Sprawiła mu tym ogromną przyjemność.

Andrzej znów ich przekręcił, leżał pomiędzy jej nogami. Wszedł w nią delikatnie, wydała z siebie jęk a jej ciało wygięło się w łuk. Poruszał się coraz szybciej, wystarczyło tylko kilkanaście gwałtownych ruchów i doszli niemal w tym samym czasie.

Zmęczeni opadli na poduszki, głośno oddychając.

W. No no no, panie profesorze, muszę się częściej stawiać - powiedziała śmiejąc się
F. Ty wredny rudzielcu - znowu znalazł się nad nią - ty mnie specjalnie prowokujesz?
W. No wiesz co. Ja? Ja  jestem aniołkiem
F. Do aniołka to Ci daleko - uśmiechnął się i pocałował ją.
W. Kochanie za 5 godzin mam dyżur, chciałabym się chociaż trochę przespać.
F. Oczywiście kochanie - pocałował ją

Wiktoria przytuliła się do niego, Andrzej patrzył jak zasypia i cieszył się, że jest tylko jego.

Kolejny dzień, gabinet lekarski

Ad. Cześć Wiki
W. O hej, jak tam samopoczucie?
Ad. Dobrze, a jak u Ciebie? Andrzej bardzo zły?
W. Mam sposoby na to by zły nie był - puściła mu oczko.
Ad. Jesteś wspaniała - powiedział i podał jej kubek z kawą
A. Adam do cholery!

Wiktoria odłożyła kubek i poszła się przebrać.

Ad. Andrzej, ja tylko podziwiałem Twoją żonę - zaczął się pośpiesznie tłumaczyć - ja nic nie mam do Wiki, ona mi pomogła i ja tylko w ramach podziękowań powiedziałem, że jest wspaniała i dałem jej kawę. Nic więcej.
A. Adam, posłuchaj. Ten nos ma Ci przypominać, że nie wolno Ci jej tknąć. Rozumiesz?
Ad. Tak, tylko mnie już nie bij no
A. Spokojnie nie będę - podszedł i poklepał go po policzku.

Adam opadł na kanapę a Wiktoria wyszła z przebieralni.

W. Andrzej idziemy na obchód.
A. Oczywiście kochanie - objął ją i wyszli

Gabinet, 13:30

W. Hej, mogę?
A. Jasne, co się stało.
W. Mam taką sprawę - usiadła mu na kolanach.
A. Oho, to coś poważnego.
W. Nie tylko, ten no, bo Blanka przyjechała ze Stanów i by ją trzeba było odebrać z lotniska tak za dwie godzinki, a ja mam operacje i nie mogę pojechać. Mój najukochańszy mężu, czy mógłbyś po nią pojechać?
A. Najukochańszy mężu słyszę tylko jak mam gdzieś pojechać? To ja muszę poprosić Blankę, żeby częściej przyjeżdżała.
W. No wiesz co - pocałowała go namiętnie, zmieniła pozycję i teraz siedziała okrakiem na jego kolanach.
A. Wiki, ty nie masz jakieś operacji?
W. Mam ale za 30 minut, zdążę - powróciła do całowania męża.

Lotnisko, 15:30

B. Andrzej? A gdzie mama?
A. Ma operacje, wiec przyjechałem ja. Niezadowolona?
B. Nie powiedziałam tego przecież - uśmiechnęła się.
A. Tak, więc pojedziemy do sklepu i wybierzesz sobie meble, nie zdążyłem tego zrobić tak jak obiecałem bo mieliśmy strasznie napięty okres czasu.
B. Wiem, babcia mi mówiła. Ok, ale mogę wybrać cokolwiek chce?
A. Cokolwiek chcesz.

Dom FaWi, 21:20

W. Już jestem!

Weszła do salonu i zobaczyła Andrzeja i Blankę, spali. Jej córka wtuliła się w Andrzeja, chociaż nie był jej biologicznym ojcem. Wyglądali słodko. Obudziła ich.

B. Cześć mamo, tęskniłam za Tobą!
W. Ja też, za Tobą tęskniłam.
B. Pogadamy jutro, on mnie wykończył - wskazała palcem na Andrzeja.
W. Dobrze, idź spać.

Blanka wyszła a Wiki usiadła koło Andrzeja

W. Ty też idziesz spać?
A. Nie, mam trochę sił dla Ciebie - pocałował ją
W. O nie, nie dzisiaj. Miałam strasznie ciężką operację.
A. No dobrze, głodna?
W. Nie. Zmęczona
A. No to zaniosę Cię do łóżka.
W. Ok.

Nagle Wiktoria, podniosła się i pobiegła do łazienki. Przerażony Andrzej za nią.

Wyszła po 10 minutach.

W. Chyba jakieś zatrucie.
A. Jesteś pewna?
W. Andrzej, przecież nic innego to być nie może.
A. Chodźmy spać.





poniedziałek, 11 listopada 2013

Część 22

Oto kolejna część :-). Czekam na opinie :-)

Kilka dni później, szpital

Ag. Wiki, ja Ci mówię, weź go na oddział.
W. Ale Agata on się nie kwalifikuje na oddział chirurgiczny.
Ag. No weź. Proszę chociaż go zobacz.
W. Dobrze. - weszły do lekarskiego - daj mi kartę.
Ag. Dzięki, spadam, na izbę. Cześć Andrzej.
A. Cześć kochanie, cześć Agata - podszedł do Wiki i pocałował ją. - Możesz do mnie wpaść?
W. Jasne, ale najpierw zalicze tego pacjenta z 4.
A. O nie! Zaliczać to możesz tylko mnie, kochanie.
W. A Tobie tylko jedno w głowie. W takim razie, pójdę zbadać pacjenta z 4, i przyjdę do Ciebie. Pa - uśmiechnęła się i wyszła
A. Pa. - powiedział Andrzej do pustego pokoju lekarskiego.

Lekarski, 11:15

W. Adam, ja mam męża, wiesz o tym - powiedziała kpiąco Wiki
Ad. Ale Andrzej nawet nie zauważy.
W. Adam chyba Cię pogieło.
Ad. Wiki, proszę Cię, błagam Cię.
W. Na kolanach?
Ad. Tak - ukląkł przed nią.
W. Adam, co ja mam powiedzieć Andrzejowi?
Ad. Wiki, pomóż mi prosze Cię, jak ty mi nie pomożesz to ja już nie wiem kto
W. A nie możesz poprosić którejś z tych twoich dziewczyn, co się przez nasz hotel przewinęła?
Ad. Nie, odmówiły. Wiki proszę Cię, jeden obiad z moimi rodzicami jako moja dziewczyna i dam Ci spokój do końca życia - wziął kej rękę i zacząl całować-
W. Adam, zwariowałeś puść mnie
A. Nie przeszkadzam państwu?
W. Andrzej to nie jest tak jak myślisz, koledze po prostu padło na mózg. - podeszła do niego
A. A to wiemy już od dawna, ale to nie zmienia faktu, że miałaś do mnie przyjść a zamiast tego calujesz się tu z Krajewskim.
W. Andrzej, on całuje mnie w rękę. Kochanie nie musisz być zazdrosny o tego palanta. Kotek, no.

Wyszedł, zostawiając ją bez żadnej reakcji.

W. Ja Cię, kiedyś zabije.

Gabinet Andrzeja, 11:30

Wiktoria weszła do gabinetu, jednak nie zastała męża. Uznała, że na niego poczeka. Usiadła wygodnie w jego fotelu i cierpliwie czekała. Andrzej nie skoń zył dokumentacji z grantu, więc postanowiła zrobić to za niego. Minęła godzina, jego nie było, nikt jej na oddziale nie potrzebował, skończyla dokumentacje. Cały czas czekała, spojrzała na regał z książkami. - Hmm może coś poczytam - wyjęła egzemplarz nowej książki dotyczącej tętniaków aorty i pochłonęła się w lekturze.

Gabinet, 13:45

Andrzej pewnie wszedł do swojego gabinetu i zobaczył żonę. Podszedł do niej i pocałował w czoło. Odłożyła ksiązkę na miejsce i zapytała:

W. Gdzie byłeś tak długo.
A. Musiałem pomóc Adamowi w jednej sprawie.
W. Jakiej?
A. A takie tam męskie sprawy.
W. Andrzej, jakiej?
A. Kochanie nie masz się o co martwić.
W. Andrzej?
A. Wiktoria, nie muszę Ci wszystkiego mówić.
W. Aha, czyli jednak coś ukrywasz.
Wyszła i trzasnęła drzwiami.

Izba przyjęć, 14:00

W. Agatko?
Ag. Jestem tutaj.
W. Agatko, dasz się.... - Boże Adam co Ci się stało?
Ad. Mała sprzeczka z twoim mężem.
W. Co?
Ad. Powiedzmy, że Andrzej zrobił się strasznie zazdrosny.
W. Oj ja już sobie z nim porozmawiam.
Ag. Adam przykro mi ale masz złamany nos.
Ad. Ojejku nic wielkiego, Wiki nie denerwuj się tak.

Gabinet Andrzeja, 14:15

Weszła bez pukania, trzasnęla drzwiami i zaczęła na niego krzyczeć
W. Złamałeś mu nos!?
A. Komu?
W. Nie udawaj idioty Andrzej.
A. Adam?
W. Tak, Adam.
A. Widzę, jak on na Ciebie patrzył, i ta scena w lekarskim. Musiałem mu pokazać, że jesteś moja i tylko moja.
W. Ale on to wie. W przeciwieństwie do Ciebie, noszę takie złote kołeczko na palcu, które mówi: Zdala ode mnie mam męża.
A. Wiki! Ja po pristu chciałem mu wytłumaczyć - weszła mu w słowo
W. Proszę Cię nie pogrązaj się. Skończyłam dyżur, daj mi kluczyki.
A. Co?
W. Chce jechać do domu.
A. A ja jak mam wrócić?
W. Taksówką. Mogę?

Andrzej niechętnie wyjął kluczyki z kieszeni i dał Wiki.

A. Będziesz w domu, jak wrócę?
W. Tak, dlaczego pytasz?
A. Bo jak rano się obudziłem i Ciebie nie było to się przestraszyłem, że znowu mi uciekłaś.
W. To był cios poniżej pasa. Cześć.

Trzasnęła drzwiami, przebrała się i pojechała do domu.

Coś nowego :)


Hej, postanowiłam wrzucić Wam coś z tego tygodnia. :) Otóż w filmiku, zamieszczonym poniżej, znajdziecie fragmenty z FaWi i z AdWi z tego tygodnia, czyli z odcinka 537 :) Pozdrawiam wszystkich serdecznie



Nowy filmik

Hej wszystkim :)

Podsyłam Wam swój nowy filmik do obejrzenia :) Czekam na komentarze, nowa część opowiadania już się szykuje.