wtorek, 22 lipca 2014
UWAGA! UWAGA! UWAGA! UWAGA!
Hej wszystkim,
Wiem, że długo mnie nie było :) przepraszam, ale wakacje sami rozumiecie :)
Opowiadanie się pojawi w tym tygodniu, najprawdopodobniej w czwartek :)
Będzie bardzo bardzo bardzo długie, tak jak prosiliście :)
Madzia
poniedziałek, 7 lipca 2014
Część 12 "Ślub"
Część 12 "Ślub"
Dom FaWi, 10:30
F. Dzień dobry kochanie - Falkowicz pocałował Wiktorię w czubek nosa
W. Mmm cześć kotku
F. Jak się spało?
W. Spało? Masz na myśli te 2 godziny, które raczyłeś mi pozwolić spać?
F. Oj tam oj tam, potraktujmy to jako taką noc przedślubną - znów namiętnie ją pocałował
W. A może zrobimy sobie jeszcze taki, hmmmm, cały dzień przedślubny - uśmiechnęła się do niego
F. Myślę, że to dobry pomysł.
Falkowicz i Wiktoria namiętnie się całowali. W pewnym momencie jednak rozległ się głośny dźwięk, przypominający budzik. Do sypialni FaWi wtargnęła Agata, Wanda i Blanka.
Blanka podeszła do całującej się nadal pary i pociągnęła matkę za nogę.
W. Ej młoda, co ty robisz?
B. No jak to co? Wyjeżdżamy?
W i F. Co?!
WC. Córeczko to bardzo proste. Zgodnie z tradycją naszej rodziny pan młody nie może widzieć przyszłej żony przez 24 godziny przed ślubem bo inaczej to przynosi pecha. Dlatego Cię spakowałyśmy i jedziemy do hotelu rezydentów.
Ag. Dokładnie tak, no już wstawaj wstawaj.
W. Ale muszę się jeszcze umyć i ubrać.
Ag. Ciuchy masz już naszykowane - wskazała na krzesło - prawie się zgubiłam w tej Twojej szafie - dopowiedziała sarkastycznie.
W. No ale to dajcie nam jeszcze 5 minutek.
F. Tyle w zupełności mi wystarczy - spojrzał porozumiewawczo na Wiki
W. 5 minut mamo, wezmę szybki prysznic i jedziemy
WC. Nie! Wstawaj
Bez dodatkowych komentarzy i kłótni Wiktoria została wyciągnięta z łóżka, nakazano jej włożyć ubranie, wzięła kluczyki do auta, wszystko spakowali, i wchodząc do samochodu krzyknęła do narzeczonego stojącego w drzwiach ich domu
W. Kocham Cię do jutra.
F. Ja ciebie też. Tylko mi nie uciekaj!
W. Pa!!
F Pa!!
Samochód Wiki odjechał a Falkowicz wszedł do środka. Rozejrzał się po domu, nie słyszał nigdzie tego głośnego i perlistego śmiechu swojej kobiety, czuł tylko jej zapach. Wszedł do sypialni i ścieląc łózko znalazł jeden długi rudy włos na poduszce.
F. Co ja bym bez Ciebie zrobił? - powiedział sam do siebie uświadamiając sobie jednocześnie, że jego życie bez niej nie ma żadnego sensu.
Hotel rezydentów 18:30
Ag. No dalej Wiki ubieraj się
W. Ale gdzie ty chcesz iść?
Ag. Nie marudź wszystko już jest gotowe. Idziemy na wieczór panieński
W. We dwie?
Ag. Nie. Idzie Blanka, nasze koleżanki Aśka i Daga, no i ty i ja
W. No dobra, ale grzecznie bo jutro wychodzę za mąż.
Ag. Jasne!
Agata zeszła na dół do kuchni gdzie czekał na nią Adam.
Ad. No dobra to ja z Piotrem jadę do Andrzeja.
Ag. Ok, bawcie się dobrze.
19:30, dom FaWi
P. Andrzej ja Ci mówię, porwałeś się z motyką na księżyc.
F. No co ty nie powiesz, myślisz, że Wiki już ma tą przysięgę?
Ad. A ty jesteś pewien, że Wiktoria o tym wie?
F. No pani Marta miała jej powiedzieć.
Ad. To może lepiej jej przypomnieć, bo z tego co wiem to miały raczej dzisiaj inne plany.
F. Jakie plany? Przecież Wiki dzwoniła i mówiła, że zostają w hotelu.
Ad. Agata urządziła wieczór w panieński w klubie także raczej nie zostały. Ja zadzwonię do Agaty.
Ad. No hej Aga.
Ag. ....
Ad Tak słuchaj, możesz się dowiedzieć czy Wiki napisała już przysięgę na jutro?
Ag. ...
Ad. No to znajdzie czas i to zróbcie.
Ag. ....
Ad. No to nie pijcie tylko jeszcze przed striptizem napiszcie tą przysięgę!
Ag. ....
Ad. No to pa pa
F. Striptizem?!!!
Ad. Andrzej spokojnie to normalne na wieczorze panieński, my tez chcieliśmy zatrudnić striptizerki ale Piotr stwierdził, że się strasznie wściekniesz, więc zrezygnowaliśmy.
F. I miał racje. Mam pomysł! W jakim one są klubie?
P. A to jest zły pomysł. Nie damy Ci zrobić striptizu przed Wiki. Jej mama kazała nam Cie pilnować.
F. No bądź że kolega.
P i Ad. NIE!
Klub 20:15
W. Przysięgę?
Ag. Tak podobno wiesz.
W. Cholera pani Marta mi mówiła, ale ja zapomniałam.
Ag. Teraz już się nie wycofamy. Wymyślimy coś jak wrócimy do hotelu.
W. Dobra, to co pijemy?
Nagle w pomieszczeniu zgasło światło, jeden mały reflektor rzucał światło na postać mężczyzny stojącego tyłem do kobiet. Miał na sobie garnitur i kapelusz, a przynajmniej tyle było widać z daleka.
W. Zabije Cię wariatko - powiedziała do Agaty
Ag. Potraktuj to jak mały prezencik przedślubny
W. Małpa!
Ag. Też Cię kocham
Mężczyzna zaczął tańczyć, zrzucił z siebie kapelusz, który powędrował w stronę Wiki. Marynarka, koszula, spodnie, buty skarpetki wszystko powędrowało w siną dal. Mężczyzna obrócił się miał na sobie tylko krawat i bokserki. Podniósł pasek z ziemi, założył go za tył głowy Wiktorii i przyciągnął do siebie.
F. Nie ładnie tak kochanie okłamywać przyszłego męża
W. Andrzej! - pocałowała go namiętnie
Ag. Halo Halo Halo - podeszła do nich szybko - ty jutro wychodzisz za mąż
F. Ona tym wie
Ag. Andrzej co ty tu robisz. Będziecie mieli pecha
W. My nigdy nie mamy pecha.
Poranek dzień ślubu
W. Dzień dobry pani Marto
PM. Witam, wszystko jest już gotowe.
W. Żadnych problemów?
PM. Żadnych. To jest pan Artur, pani fryzjer, to jest pani Ania makijażystka, pani Kasia manikiurzystka oraz pani Aldonka która pani pomoże wszystkiego teraz dopilnować.
A. Witam. Zaczynamy od Pani Wiktorii. potem druhny czyli pani Agata i Blanka oraz na samym końcu matka panny młodej.
PM. Kwiaty już przywiozłam także wszystko jest na dole. Biorę teraz drugą ekipę i jadę do pana Andrzeja. Do zobaczenia na miejscu.
W. Do zobaczenia.
Godzina 11:30 hotel rezydentów
W. Już czas. Agata boję się.
Ag. Nie mam czego. Kochasz tego faceta i będziesz z nim cholernie szczęśliwa. Będziecie mieli gromadkę dzieci i będziecie mieszkać w tym wielkim domu z szafa jak mój pokój. I obiecuję Ci, że jak Cie skrzywdzi to osobiście nakopie mu do dupy.
W. W zasadzie jedno już mamy.
Ag. No tak Blanka.
W. A no tak, to dwa mamy
Ag. Jesteś w ciąży?
W. Tak, wczoraj po południu kiedy zniknęłam poszłam do Hany i jestem w 3 tygodniu ciąży.
Ag. No nareszcie będę ciocią - przytuliła przyjaciółkę.
W. No to jedziemy.
WC. Córeczko, kocham Cię i zawsze będę przy tobie. A ten maluszek będzie kolejnym oczkiem w mojej głowie.
W. Ja ciebie też kocham mamo. Tylko uwaga wszyscy. Andrzej nie wiem jeszcze nic o dziecku także cicho sza.
Wszyscy: Jasne - odpowiedzieli chórem.
12:15, miejsce ślubu.
Pan młody wraz z drużbami stoi przy krzesłach. Zwraca się do Adama:
F. Masz obrączki?
Ad. Tak niczego nie zapomniałem, wszystko mam nie martw się.
P. Ja też w razie czego nauczyłem się Twojej przysięgi, podpowiem jakby co
F. No to się nazywa profesjonalny świadek.
Wszyscy goście zajęli miejsca. Rozbrzmiała się muzyka, inna niż wszystkie bo nie był to marsz Mendelsona. Była to ich ulubiona piosenka, ta którą zawsze razem słuchali, ta do której tańczyli, ta przy której się kochali pierwszy raz.
(http://eolszak.wrzuta.pl/playlista/100dwTKBNkd/muzyka_slubna) [wysłuchajcie do końca]
W oddali pojawiła się Agata z bukiecikiem róż a zaraz za nią Blanka. Doszły one do swoich miejsc. Nagle pojawiła się Wiktoria z ojcem.
Jaki ja byłem głupi, kiedy chciałem ją utemperować. Przecież tak naprawdę ją kocham. Moje życie bez niej byłoby niczym, dlaczego dopiero teraz to zrozumiałeś idioto. Chociaż lepiej późno niż wcale.
Wiktoria doszła do Andrzeja, jej ojciec zdjął jej welon do tyłu, pocałował ją w czoło. Wiktoria oddała Agacie bukiet, schwyciła Andrzeja za rękę i podeszła do urzędnika.
U. Pani Wiktorio pani pierwsza.
W. Na początku było źle. Nie mogliśmy na siebie patrzeć, omijaliśmy się szerokim łukiem, dogryzaliśmy sobie. Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę brała z Tobą ślub, planowała wspólne życie i zakładała rodzinę, wyśmiałabym go. Teraz jednak wiem, że nie potrafię bez Ciebie żyć. Jesteś moim przyjacielem, ukochanym, jesteś wszystkim co mam. Nie chcę Cię już nigdy zranić. Zawsze będę przy Tobie, nawet jeśli będzie źle, będziemy na siebie wrzeszczeć i się kłócić to i tak będę Cię kochać, bo Tobie oddaje dziś swoje serce, to z tobą chce być, jeść śniadania, kochać się, spać i budzić się.
U. Panie Andrzeju teraz Pan
F. Kiedyś nie zdawałem sobie z tego sprawy. Jednak kiedy za każdym razem wychodzisz z domu a ja nie słyszę twojego głosu i śmiechu czuję się samotny. Kiedy kładę się w koło ciebie wieczorem czuje się bezpiecznie, właściwie, idealnie. Jesteśmy lekarzami, codziennie kogoś kroimy. Zajmuję się różnymi rzeczami, mózgiem, brzuchem, sercem. Wiem jak to wszystko wygląda. Serce jest jednym z najczulszych i najważniejszych organów. Ono bijąc daje życie, moje bije tylko o wyłącznie dla Ciebie. Dlatego dopóki będzie bić moje serce ja będę Cię kochać. Oddaje Ci siebie.
U. Proszę żeby włożył Pan teraz obrączkę na palec pani Wiktorii. Teraz Pani. Proszę o podpis tutaj i tutaj - pokazał palcem na wyznaczone miejsca - świadków również.
F. Kocham Cię bardzo
W. Ja Ciebie też kochanie.
U. Uroczyście ogłaszam, że z mocą danego mi prawa ogłaszam Państwa mężem i żoną. Może Pan pocałować żonę.
Wiktoria i Andrzej namiętnie się całowali. Rozległy się głośne brawa i krzyki: Gorzko gorzko.
20:20, Wesele
Ag. No i jak tam Pani Falkowicz?
W. A nie narzekam - uśmiechnęła się - mogę mieć do cb prośbę?
Ag. Jasne słucham.
W. W limuzynie w bagażniku jest mała torebka możesz mi ją przynieść?
Ag. Ok już idę. A co w niej jest?
W. Buciki dla naszego dziecka. Chce taką miłą niespodziankę zrobić Andrzejowi.
Ag. Dobra już lecę.
15 minut później
Wiktoria siada koło męża z torebeczką w ręce.
W. Mam dla cb mały prezencik ślubny.
F. Hmmm a co to takiego.
W. Sam sprawdź
F. Wiki czy to znaczy, że ty jesteś w ciąży. - spytał wyjmując buciki - ja będę tatą?!
W. Tak jestem w ciąży i tak będziesz tatą.
F. Hura!!! - wydarł się głośno
Cała sala spojrzała na niego z oczekiwaniem
F. Tatą będę!!! - wrzasnął Falkowicz jeszcze raz
Wszyscy składali im gratulacje.
Jak zawsze proszę o komentarze :)
AAAAA i byłabym zapomniała.
Wszystkiego najlepszego dla jednej z moich czytelniczek.
Ruda Fawiomanka wszystkiego najlepszego :D
Madzia
Dom FaWi, 10:30
F. Dzień dobry kochanie - Falkowicz pocałował Wiktorię w czubek nosa
W. Mmm cześć kotku
F. Jak się spało?
W. Spało? Masz na myśli te 2 godziny, które raczyłeś mi pozwolić spać?
F. Oj tam oj tam, potraktujmy to jako taką noc przedślubną - znów namiętnie ją pocałował
W. A może zrobimy sobie jeszcze taki, hmmmm, cały dzień przedślubny - uśmiechnęła się do niego
F. Myślę, że to dobry pomysł.
Falkowicz i Wiktoria namiętnie się całowali. W pewnym momencie jednak rozległ się głośny dźwięk, przypominający budzik. Do sypialni FaWi wtargnęła Agata, Wanda i Blanka.
Blanka podeszła do całującej się nadal pary i pociągnęła matkę za nogę.
W. Ej młoda, co ty robisz?
B. No jak to co? Wyjeżdżamy?
W i F. Co?!
WC. Córeczko to bardzo proste. Zgodnie z tradycją naszej rodziny pan młody nie może widzieć przyszłej żony przez 24 godziny przed ślubem bo inaczej to przynosi pecha. Dlatego Cię spakowałyśmy i jedziemy do hotelu rezydentów.
Ag. Dokładnie tak, no już wstawaj wstawaj.
W. Ale muszę się jeszcze umyć i ubrać.
Ag. Ciuchy masz już naszykowane - wskazała na krzesło - prawie się zgubiłam w tej Twojej szafie - dopowiedziała sarkastycznie.
W. No ale to dajcie nam jeszcze 5 minutek.
F. Tyle w zupełności mi wystarczy - spojrzał porozumiewawczo na Wiki
W. 5 minut mamo, wezmę szybki prysznic i jedziemy
WC. Nie! Wstawaj
Bez dodatkowych komentarzy i kłótni Wiktoria została wyciągnięta z łóżka, nakazano jej włożyć ubranie, wzięła kluczyki do auta, wszystko spakowali, i wchodząc do samochodu krzyknęła do narzeczonego stojącego w drzwiach ich domu
W. Kocham Cię do jutra.
F. Ja ciebie też. Tylko mi nie uciekaj!
W. Pa!!
F Pa!!
Samochód Wiki odjechał a Falkowicz wszedł do środka. Rozejrzał się po domu, nie słyszał nigdzie tego głośnego i perlistego śmiechu swojej kobiety, czuł tylko jej zapach. Wszedł do sypialni i ścieląc łózko znalazł jeden długi rudy włos na poduszce.
F. Co ja bym bez Ciebie zrobił? - powiedział sam do siebie uświadamiając sobie jednocześnie, że jego życie bez niej nie ma żadnego sensu.
Hotel rezydentów 18:30
Ag. No dalej Wiki ubieraj się
W. Ale gdzie ty chcesz iść?
Ag. Nie marudź wszystko już jest gotowe. Idziemy na wieczór panieński
W. We dwie?
Ag. Nie. Idzie Blanka, nasze koleżanki Aśka i Daga, no i ty i ja
W. No dobra, ale grzecznie bo jutro wychodzę za mąż.
Ag. Jasne!
Agata zeszła na dół do kuchni gdzie czekał na nią Adam.
Ad. No dobra to ja z Piotrem jadę do Andrzeja.
Ag. Ok, bawcie się dobrze.
19:30, dom FaWi
P. Andrzej ja Ci mówię, porwałeś się z motyką na księżyc.
F. No co ty nie powiesz, myślisz, że Wiki już ma tą przysięgę?
Ad. A ty jesteś pewien, że Wiktoria o tym wie?
F. No pani Marta miała jej powiedzieć.
Ad. To może lepiej jej przypomnieć, bo z tego co wiem to miały raczej dzisiaj inne plany.
F. Jakie plany? Przecież Wiki dzwoniła i mówiła, że zostają w hotelu.
Ad. Agata urządziła wieczór w panieński w klubie także raczej nie zostały. Ja zadzwonię do Agaty.
Ad. No hej Aga.
Ag. ....
Ad Tak słuchaj, możesz się dowiedzieć czy Wiki napisała już przysięgę na jutro?
Ag. ...
Ad. No to znajdzie czas i to zróbcie.
Ag. ....
Ad. No to nie pijcie tylko jeszcze przed striptizem napiszcie tą przysięgę!
Ag. ....
Ad. No to pa pa
F. Striptizem?!!!
Ad. Andrzej spokojnie to normalne na wieczorze panieński, my tez chcieliśmy zatrudnić striptizerki ale Piotr stwierdził, że się strasznie wściekniesz, więc zrezygnowaliśmy.
F. I miał racje. Mam pomysł! W jakim one są klubie?
P. A to jest zły pomysł. Nie damy Ci zrobić striptizu przed Wiki. Jej mama kazała nam Cie pilnować.
F. No bądź że kolega.
P i Ad. NIE!
Klub 20:15
W. Przysięgę?
Ag. Tak podobno wiesz.
W. Cholera pani Marta mi mówiła, ale ja zapomniałam.
Ag. Teraz już się nie wycofamy. Wymyślimy coś jak wrócimy do hotelu.
W. Dobra, to co pijemy?
Nagle w pomieszczeniu zgasło światło, jeden mały reflektor rzucał światło na postać mężczyzny stojącego tyłem do kobiet. Miał na sobie garnitur i kapelusz, a przynajmniej tyle było widać z daleka.
W. Zabije Cię wariatko - powiedziała do Agaty
Ag. Potraktuj to jak mały prezencik przedślubny
W. Małpa!
Ag. Też Cię kocham
Mężczyzna zaczął tańczyć, zrzucił z siebie kapelusz, który powędrował w stronę Wiki. Marynarka, koszula, spodnie, buty skarpetki wszystko powędrowało w siną dal. Mężczyzna obrócił się miał na sobie tylko krawat i bokserki. Podniósł pasek z ziemi, założył go za tył głowy Wiktorii i przyciągnął do siebie.
F. Nie ładnie tak kochanie okłamywać przyszłego męża
W. Andrzej! - pocałowała go namiętnie
Ag. Halo Halo Halo - podeszła do nich szybko - ty jutro wychodzisz za mąż
F. Ona tym wie
Ag. Andrzej co ty tu robisz. Będziecie mieli pecha
W. My nigdy nie mamy pecha.
Poranek dzień ślubu
W. Dzień dobry pani Marto
PM. Witam, wszystko jest już gotowe.
W. Żadnych problemów?
PM. Żadnych. To jest pan Artur, pani fryzjer, to jest pani Ania makijażystka, pani Kasia manikiurzystka oraz pani Aldonka która pani pomoże wszystkiego teraz dopilnować.
A. Witam. Zaczynamy od Pani Wiktorii. potem druhny czyli pani Agata i Blanka oraz na samym końcu matka panny młodej.
PM. Kwiaty już przywiozłam także wszystko jest na dole. Biorę teraz drugą ekipę i jadę do pana Andrzeja. Do zobaczenia na miejscu.
W. Do zobaczenia.
Godzina 11:30 hotel rezydentów
W. Już czas. Agata boję się.
Ag. Nie mam czego. Kochasz tego faceta i będziesz z nim cholernie szczęśliwa. Będziecie mieli gromadkę dzieci i będziecie mieszkać w tym wielkim domu z szafa jak mój pokój. I obiecuję Ci, że jak Cie skrzywdzi to osobiście nakopie mu do dupy.
W. W zasadzie jedno już mamy.
Ag. No tak Blanka.
W. A no tak, to dwa mamy
Ag. Jesteś w ciąży?
W. Tak, wczoraj po południu kiedy zniknęłam poszłam do Hany i jestem w 3 tygodniu ciąży.
Ag. No nareszcie będę ciocią - przytuliła przyjaciółkę.
W. No to jedziemy.
WC. Córeczko, kocham Cię i zawsze będę przy tobie. A ten maluszek będzie kolejnym oczkiem w mojej głowie.
W. Ja ciebie też kocham mamo. Tylko uwaga wszyscy. Andrzej nie wiem jeszcze nic o dziecku także cicho sza.
Wszyscy: Jasne - odpowiedzieli chórem.
12:15, miejsce ślubu.
Pan młody wraz z drużbami stoi przy krzesłach. Zwraca się do Adama:
F. Masz obrączki?
Ad. Tak niczego nie zapomniałem, wszystko mam nie martw się.
P. Ja też w razie czego nauczyłem się Twojej przysięgi, podpowiem jakby co
F. No to się nazywa profesjonalny świadek.
Wszyscy goście zajęli miejsca. Rozbrzmiała się muzyka, inna niż wszystkie bo nie był to marsz Mendelsona. Była to ich ulubiona piosenka, ta którą zawsze razem słuchali, ta do której tańczyli, ta przy której się kochali pierwszy raz.
(http://eolszak.wrzuta.pl/playlista/100dwTKBNkd/muzyka_slubna) [wysłuchajcie do końca]
W oddali pojawiła się Agata z bukiecikiem róż a zaraz za nią Blanka. Doszły one do swoich miejsc. Nagle pojawiła się Wiktoria z ojcem.
Jaki ja byłem głupi, kiedy chciałem ją utemperować. Przecież tak naprawdę ją kocham. Moje życie bez niej byłoby niczym, dlaczego dopiero teraz to zrozumiałeś idioto. Chociaż lepiej późno niż wcale.
Wiktoria doszła do Andrzeja, jej ojciec zdjął jej welon do tyłu, pocałował ją w czoło. Wiktoria oddała Agacie bukiet, schwyciła Andrzeja za rękę i podeszła do urzędnika.
U. Pani Wiktorio pani pierwsza.
W. Na początku było źle. Nie mogliśmy na siebie patrzeć, omijaliśmy się szerokim łukiem, dogryzaliśmy sobie. Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę brała z Tobą ślub, planowała wspólne życie i zakładała rodzinę, wyśmiałabym go. Teraz jednak wiem, że nie potrafię bez Ciebie żyć. Jesteś moim przyjacielem, ukochanym, jesteś wszystkim co mam. Nie chcę Cię już nigdy zranić. Zawsze będę przy Tobie, nawet jeśli będzie źle, będziemy na siebie wrzeszczeć i się kłócić to i tak będę Cię kochać, bo Tobie oddaje dziś swoje serce, to z tobą chce być, jeść śniadania, kochać się, spać i budzić się.
U. Panie Andrzeju teraz Pan
F. Kiedyś nie zdawałem sobie z tego sprawy. Jednak kiedy za każdym razem wychodzisz z domu a ja nie słyszę twojego głosu i śmiechu czuję się samotny. Kiedy kładę się w koło ciebie wieczorem czuje się bezpiecznie, właściwie, idealnie. Jesteśmy lekarzami, codziennie kogoś kroimy. Zajmuję się różnymi rzeczami, mózgiem, brzuchem, sercem. Wiem jak to wszystko wygląda. Serce jest jednym z najczulszych i najważniejszych organów. Ono bijąc daje życie, moje bije tylko o wyłącznie dla Ciebie. Dlatego dopóki będzie bić moje serce ja będę Cię kochać. Oddaje Ci siebie.
U. Proszę żeby włożył Pan teraz obrączkę na palec pani Wiktorii. Teraz Pani. Proszę o podpis tutaj i tutaj - pokazał palcem na wyznaczone miejsca - świadków również.
F. Kocham Cię bardzo
W. Ja Ciebie też kochanie.
U. Uroczyście ogłaszam, że z mocą danego mi prawa ogłaszam Państwa mężem i żoną. Może Pan pocałować żonę.
Wiktoria i Andrzej namiętnie się całowali. Rozległy się głośne brawa i krzyki: Gorzko gorzko.
20:20, Wesele
Ag. No i jak tam Pani Falkowicz?
W. A nie narzekam - uśmiechnęła się - mogę mieć do cb prośbę?
Ag. Jasne słucham.
W. W limuzynie w bagażniku jest mała torebka możesz mi ją przynieść?
Ag. Ok już idę. A co w niej jest?
W. Buciki dla naszego dziecka. Chce taką miłą niespodziankę zrobić Andrzejowi.
Ag. Dobra już lecę.
15 minut później
Wiktoria siada koło męża z torebeczką w ręce.
W. Mam dla cb mały prezencik ślubny.
F. Hmmm a co to takiego.
W. Sam sprawdź
F. Wiki czy to znaczy, że ty jesteś w ciąży. - spytał wyjmując buciki - ja będę tatą?!
W. Tak jestem w ciąży i tak będziesz tatą.
F. Hura!!! - wydarł się głośno
Cała sala spojrzała na niego z oczekiwaniem
F. Tatą będę!!! - wrzasnął Falkowicz jeszcze raz
Wszyscy składali im gratulacje.
Jak zawsze proszę o komentarze :)
AAAAA i byłabym zapomniała.
Wszystkiego najlepszego dla jednej z moich czytelniczek.
Ruda Fawiomanka wszystkiego najlepszego :D
Madzia
UWAGA UWAGA ZAPOWIEDZI
Wakacje się zaczęły, więc jest super :D
Dzisiaj pojawi się kolejna cześć opowiadania. Zastanawiam się również nad zrobieniem jakiegoś filmiku o FaWi. W tym tygodniu pojawi się jeszcze jednoczęściówka :)
Madzia
piątek, 27 czerwca 2014
Część 11
Cześć wszystkim, przepraszam że tak długo mnie nie było :D i błagam o wybaczenie. Zapraszam Was na część 11 i proszę o komentarze :)
Część 11
Poranek dom FaWi, 10:30
F. Wiktoria zbieraj się! Bo się spóźnimy do tego urzędu!
W. No już schodzę! Nie pośpieszaj mnie.
F. No wreszcie. Dokumenty masz? Dowód?
W. Mam, możemy jechać.
Urząd stanu cywilnego, 11:15
U. Dzień dobry. zapraszam, proszę usiąść.
F. Dzień dobry.
W. Dzień dobry. Chcielibyśmy się dowiedzieć, kiedy jest wolny termin abyśmy mogli wziąć ślub.
U. Oczywiście, już patrzę - otworzyła kalendarz - 15 lipca tego roku. Czy są Państwo zdecydowani?
F. Tak, jesteśmy zdecydowani.
U. W takim razie. 15 lipca godzina 14:30.
F. Bardzo dziękujemy. Teraz druga sprawa. czy byłaby możliwość aby urzędnik przyjechał na miejsce? chcielibyśmy zrobić ceremonię w innym miejscu?
U. Dobrze, nie ma problemu. Będzie to oczywiście więcej korzystało, ale da się zrobić. Tylko potrzebuje adres.
F. Warszawa, ul. Chęcińska 30.
U. Dziękuje. Do zobaczenia w takim razie 15.
F. Dziękuje bardzo. Do zobaczenia.
W. Do widzenia.
Jubiler, 12:15
F. Tak, Wiki złoto.
W. Nie sądzisz, że do mojego koloru skóry bardziej pasuje jednak srebro?
F. Nie nie sądzę. Złoto.
W. Srebro.
F. Złoto
W. Nie zachowuj się jak dziecko. Srebro.
F. Ja się zachowuje jak dziecko. Złoto.
W. Niech będzie sprawiedliwie. - wzięła monetę do ręki - Jeżeli wypadnie reszka bierzemy złote obrączki, jeśli wypadnie orzeł bierzemy srebrne. OK?
F. Dobrze. Ale żeby było bardziej sprawiedliwie - podał monetę w ręce pracowniczki - rzuci pani.
W. Ok.
Kobieta rzuciła monetą.
F. Bardzo dobrze, poprosimy złote obrączki.
W. Ale z grawerką.
F. Dobrze. Z grawerką.
(http://www.yes.pl/44438-zlote-obraczki-eternel-ZO-Z-750-OBR-3597MK)
W. Zadowolony?
F. Bardzo - pocałował przyszłą żonę
Szpital, kolejny dzień, 12:30
W. O Agata dobrze, że cię jeszcze złapałam.
Ag. No właśnie wychodzę, no ale co jest?
W. Pojedziesz ze mną po sukienkę ślubną? Co prawda to cywilny ale na otwartej przestrzeni, więc chciałabym mieć sukienkę?
Ag. Jasne, o której kończysz?
W. 14:00
Ag. Dobra, to jak skończysz to przyjdź do hotelu i pojedziemy.
W. Ok dzięki - dała przyjaciółce całusa w policzek - Spadam. Do zobaczyska.
14:15, przed hotelem rezydentów
W. To idziemy.
Ag. Nie zamówiłam taksówki, myślałam że ty to zrobiłaś.
W. Nie potrzebujemy taksówki. Andrzej kupił mi samochód, to taki prezent ślubny.
Ag. No profesorek nie wychodzi z wprawy.
(https://www.google.pl/search?q=bmw+x6&es_sm=122&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=WXutU46EOcqj4gSxq4HoAg&ved=0CCAQsAQ&biw=1366&bih=643#q=bmw+z4&tbm=isch&facrc=_&imgdii=_&imgrc=VS1HyssBBITcYM%253A%3BNLeu_Yr9nlaP4M%3Bhttp%253A%252F%252Fupload.wikimedia.org%252Fwikipedia%252Fcommons%252F4%252F4c%252FBMW_Z4_II_sDrive23i_front_20100420.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fcs.wikipedia.org%252Fwiki%252FBMW_Z4%3B2319%3B1377)
Salon sukien ślubnych, 16:15
Ag. Wiktoria, przymierzyłaś już 14 sukienek, wybierz którąś w końcu!
W. No chyba Agata ta. to jest ta jedyna.
Ag. Mówiłaś tak przy ostatnich 12.
W. Ale teraz jestem pewna na 100%
Ag. No to pokazuj!
Wiktoria stanęła przed Agatą, na podeście.
Ag. Łał!
W. Podoba się?
Ag. I to jak. Bierzemy ją.
W. Tak - zwróciła się do konsultantki ślubnej - bierzemy ja.
K. Dobrze. Pani Wiktorio mamy obrączki, suknię, miejsce, urzędnika. Zostaje nam bielizna, buty, naszyjnik i kolczyki. Plus sukienka dla druhen, garnitur dla ojca, sukienka dla Pani mamy no i kilka innych jeszcze drobiazgów.
W. Dobrze, pani Marto. A co z Andrzejem?
K. Garnitur wybieramy jutro, załatwimy też buty i inne potrzebne rzeczy.
W. Ok, to przy okazji wybierzmy suknie dla druhen.
K. Mamy dwie, myślę, że najbardziej pasowałyby te - wskazała na jedną z sukienek.
W. A nie lepiej tamta?
Ag. A może ja mogę coś powiedzieć?
W. Jasne, co myślisz.
Ag. Tamta mi się podoba i jest bardzo ładna i też pasuje.
W. Ok to przymierz swoją, od razu weźmiemy jeszcze jedną 38 dla Blanki.
(http://www.suknia24.pl/ramiaczkach-linia-a-szyfon-suknie-dla-druhen-wx334.html)
Wszystkie trzy panie podeszły do kasy, kupiły suknie ślubna, suknie dla druhen, welon i buty.
Kasjerka: Razem 4582 złote.
W. Proszę bardzo - Wiktoria podała kobiecie kartę
Kasjerka: Dziękuję bardzo. Wszystko zostało zapakowane w pudełka. Pan Artur zaraz pomoże pani wszystko zanieść.
Przed salonem.
W. Dobrze, to pani Marto my widzimy się jutro, a ja z Agatą podjedziemy jeszcze po kolczyki i naszyjnik.
K. Oczywiście. Do widzenia panią.
Samochód, w drodze do jubilera.
Ag. Konsultantka ślubna?
W. Tak, stwierdziliśmy z Andrzejem, że to najlepszy pomysł, bo jesteśmy zbyt zapominalscy żeby to wszystko pozałatwiać. No i patrz zapomniałam jej powiedzieć o zaproszeniach.
Ag. Dobra, to przypomnę Ci, żebyś zadzwoniła do niej u jubilera.
W. Ha ha ha, bardzo śmieszne.
Przed wejściem do sklepu.
W. Tak, trzy najlepsze propozycje, jakby już były wypisane to byłoby cudownie.
K. ...........
W. Tak już mówię, jeszcze raz. Wiktoria Manuela Consalida i Andrzej Falkowicz.
K. ..........
W. 15 lipca, godzina 14:30
K. .........
W. Dobrze, dziękuję bardzo. Do jutra.
Ag. A tak z czystej ciekawości to ile wy jej płacicie.
W. Stałą stawkę. 5000 tysięcy od ślubu.
Ag. 5000 tysięcy za osobę, która mówi Wam jak zrobić ślub.
W. Tak.
Ag. To trzeba było mnie zatrudnić.
Po 30 minutach kobiety wyszły ze sklepu i były bardzo zadowolone ze swoich zakupów.
W. Dobra, mam wszystko.
Ag. To co do domu.
W. Słuchaj, tak sobie myślę, może zawiozę suknie i wszystkie rzeczy do hotelu rezydentów. Powiesimy wszystko w moim pokoju. Przecież i tak stamtąd będziemy jechały do parku. Centrala kobiet jest tam, centrala mężczyzn u nas w domu.
Ag. Jasne, to do hotelu rezydentów.
20:30, podjazd po domem FaWi
W. Cześć kochanie! - krzyknęła kiedy wchodziła
F. No w końcu - pocałował ja namiętnie - gdzie ty byłaś tyle czasu.
W. Kupiłyśmy sukienkę dla mnie, dla druhen, dodatki, buty, bieliznę i takie tam. Wiesz jak to jest.
F. Suknię ślubną?
W. Tak. - zdjęła buty i zmierzała do salonu.
F. Pokaż kochanie, proszę.
W. Zobaczysz za 10 dni.
Usiedli razem na kanapie.
W. Spotkałam się z Martą, poprosiłam żeby przygotowała na jutro wersję zaproszenia ślubnego.
F. Wiem, dzwoniłem do niej. Umówiliśmy się jutro na zakupy.
W. No to fajnie. Moi rodzice przyjeżdżają pojutrze czyli środę, samolot ląduje o 14. Pojedziesz po nich?
F. Tak oczywiście, wziąłem wolne już na jutro i środę.
W. Blanka przylatuje w czwartek, po nią pojadę sama.
F. Ok, to co zapraszam na kolację.
Wtorek, sklep z garniturami.
Andrzej, Adam i Piotr czekają na konsultantkę.
K. Witam panów, przepraszam za małe spóźnienie ale korki.
F. Nic się nie stało.
K. Dobrze, w takim razie dzisiaj kupujemy 3 garnitury, buty, muszki, koszule i spinki do koszul. Zgadza się?
F. Tak, możemy iść. Aha i ja za wszystko płacę, także nie ma problemu.
Ad i P: Andrzej spoko możemy płacić sami.
F. Nie, mój ślub ja płacę. Uzgodniliśmy to z Wiktorią.
K. Możemy iść?
F. Tak, właśnie Pani Marto. Po wszystkim pojedziemy do mnie do domu, Wiktoria będzie już czekać, omówimy wszystkie szczegóły.
K. Naturalnie.
F. Dobrze, dziękuje Wam bardzo, że przyjechaliście.
Ad. Nie ma sprawy.
P. Do jutra.
Dom, FaWi 14:10
F. Wiki, już jesteśmy!
W. O cześć - dała całusa Andrzejowi - Dzień dobry Pani Marto.
Usieli razem na kanapie.
K. Dobrze, nie robiłam trzech propozycji, tak jak pani prosiła, bo znalazłam od razu pasujące idealnie.
W. Rzeczywiście jest piękne. Tylko teraz zdjęcie musimy zrobić.
K. Fotograf zamówiony na jutro na 10:30 do domu.
W. Bardzo dobrze. Co sądzisz Andrzej?
F. Tak, zaproszenia są bardzo ładne. Zajmie się Pani ich wypisywaniem?
(http://www.amelia-wedding.pl/glorietta/detail/1/flypage/39?sef=hcfp)
K. Tak nie ma problemu żadnego, potrzebuje tylko spis gości, bo muszę również załatwić już jedzenie.
F. Dobrze, wyślemy Pani meilem listę za godzinkę góra dwie. A co z tortem?
K. Tak jak życzyła sobie Pani Wiktoria zamówię dzisiaj, smak śmietankowy. Pokazać Panu zdjęcie?
F. Chętnie zobaczę.
(https://www.google.pl/search?q=tort+slubny&es_sm=122&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=EY2tU8GODenX7AaOnYC4BA&ved=0CCAQsAQ&biw=1366&bih=643#q=tort%20slubny&tbm=isch&facrc=_&imgdii=_&imgrc=Tazv8y35M2G9xM%253A%3B8fQAL57Qmun04M%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.planowaniewesela.pl%252Fjpg%252F_wszystkie%252Fpietrowy_tort_na_wesele.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.planowaniewesela.pl%252Fwarto_wiedziec%252Ftort-weselny%3B1663%3B2826)
F. Zawsze wiedziałem, że masz świetny gust kochanie
W. A dziękuję kochanie.
F. Dobrze, pozostaje jeszcze jedna sprawa.
K. Oczywiście słucham.
F. Jutro przylatują rodzice Wiktorii. Chciałbym, żebyśmy się spotkali przed moim domem jutro, powiedzmy o 13:15. Pojedziemy razem po nich na lotnisko. Potem po strój dla mamy i taty.
K. Oczywiście, będę jutro u Państwa o 13:15.
F. W takim razie o jutra.
W. Do widzenia.
Andrzej odprowadził Panią Martę. W drodze powrotnej wziął swój laptop i usiadł koło Wiktorii. Utworzył nowy dokument, nazwał go goście weselni i zaczęli burze mózgów.
W. Ok, Tretter, Gawryło, Hana, Agata, Adam, Ola, Klaudia, Konica, Latoszek i Lena.
F. Dobra Wiktoria. Mów mi po kolei pełnymi nazwiskami i imionami.
W. Oczywiście kochanie.
W. Milena Starska, Witold Latoszek, Agata Woźnicka, Hana Goldberg, Piotr Gawryło, Krzysztof Radwan, Stefan Tretter, Adam Krajewski, Marek Rogalski, Michał Sambor, Sławomir Starzyński.
F. Starzyński? Po co?
W. Andrzej, Starzyński. Uczył mnie! Zaproszę go. Pojedziemy do instytutu i tyle.
F. Dobrze, jedź dalej.
W. Wanda Consalida, Mariusz Consalida, Blanka Consalida, Tadeusz Zybert, Dariusz Wójcik, Ruud Van Graaf, Borys Jakubek, Klaudia Miller, Ola Pietrzak, Rafał Konica.
F. Czyli upraszczając zaprosiłaś cały szpital.
W. No tak. Chcesz kogoś dodać?
F. Anna Szulc, Dorota Zamenhof, Dorota Rogalska, Nina Rudnicka, wiem, że nie chcesz ale wypada, Dominika Michele.
W. Wszystko?
F. Tak, to wysyłam. I w końcu możemy odpocząć.
Wiem, że pewnie Was zanudziłam, ale chciałam żebyście widzieli wszystko to co ja :)
Następną część napiszę we wtorek po południu, o ile będziecie chcieli :) Kolejna część to przyjazd rodziców, Wiki, małe zawirowania i oczywiście ślub. Komentujcie żywo :)
Madzia
Część 11
Poranek dom FaWi, 10:30
F. Wiktoria zbieraj się! Bo się spóźnimy do tego urzędu!
W. No już schodzę! Nie pośpieszaj mnie.
F. No wreszcie. Dokumenty masz? Dowód?
W. Mam, możemy jechać.
Urząd stanu cywilnego, 11:15
U. Dzień dobry. zapraszam, proszę usiąść.
F. Dzień dobry.
W. Dzień dobry. Chcielibyśmy się dowiedzieć, kiedy jest wolny termin abyśmy mogli wziąć ślub.
U. Oczywiście, już patrzę - otworzyła kalendarz - 15 lipca tego roku. Czy są Państwo zdecydowani?
F. Tak, jesteśmy zdecydowani.
U. W takim razie. 15 lipca godzina 14:30.
F. Bardzo dziękujemy. Teraz druga sprawa. czy byłaby możliwość aby urzędnik przyjechał na miejsce? chcielibyśmy zrobić ceremonię w innym miejscu?
U. Dobrze, nie ma problemu. Będzie to oczywiście więcej korzystało, ale da się zrobić. Tylko potrzebuje adres.
F. Warszawa, ul. Chęcińska 30.
U. Dziękuje. Do zobaczenia w takim razie 15.
F. Dziękuje bardzo. Do zobaczenia.
W. Do widzenia.
Jubiler, 12:15
F. Tak, Wiki złoto.
W. Nie sądzisz, że do mojego koloru skóry bardziej pasuje jednak srebro?
F. Nie nie sądzę. Złoto.
W. Srebro.
F. Złoto
W. Nie zachowuj się jak dziecko. Srebro.
F. Ja się zachowuje jak dziecko. Złoto.
W. Niech będzie sprawiedliwie. - wzięła monetę do ręki - Jeżeli wypadnie reszka bierzemy złote obrączki, jeśli wypadnie orzeł bierzemy srebrne. OK?
F. Dobrze. Ale żeby było bardziej sprawiedliwie - podał monetę w ręce pracowniczki - rzuci pani.
W. Ok.
Kobieta rzuciła monetą.
F. Bardzo dobrze, poprosimy złote obrączki.
W. Ale z grawerką.
F. Dobrze. Z grawerką.
(http://www.yes.pl/44438-zlote-obraczki-eternel-ZO-Z-750-OBR-3597MK)
W. Zadowolony?
F. Bardzo - pocałował przyszłą żonę
Szpital, kolejny dzień, 12:30
W. O Agata dobrze, że cię jeszcze złapałam.
Ag. No właśnie wychodzę, no ale co jest?
W. Pojedziesz ze mną po sukienkę ślubną? Co prawda to cywilny ale na otwartej przestrzeni, więc chciałabym mieć sukienkę?
Ag. Jasne, o której kończysz?
W. 14:00
Ag. Dobra, to jak skończysz to przyjdź do hotelu i pojedziemy.
W. Ok dzięki - dała przyjaciółce całusa w policzek - Spadam. Do zobaczyska.
14:15, przed hotelem rezydentów
W. To idziemy.
Ag. Nie zamówiłam taksówki, myślałam że ty to zrobiłaś.
W. Nie potrzebujemy taksówki. Andrzej kupił mi samochód, to taki prezent ślubny.
Ag. No profesorek nie wychodzi z wprawy.
(https://www.google.pl/search?q=bmw+x6&es_sm=122&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=WXutU46EOcqj4gSxq4HoAg&ved=0CCAQsAQ&biw=1366&bih=643#q=bmw+z4&tbm=isch&facrc=_&imgdii=_&imgrc=VS1HyssBBITcYM%253A%3BNLeu_Yr9nlaP4M%3Bhttp%253A%252F%252Fupload.wikimedia.org%252Fwikipedia%252Fcommons%252F4%252F4c%252FBMW_Z4_II_sDrive23i_front_20100420.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fcs.wikipedia.org%252Fwiki%252FBMW_Z4%3B2319%3B1377)
Salon sukien ślubnych, 16:15
Ag. Wiktoria, przymierzyłaś już 14 sukienek, wybierz którąś w końcu!
W. No chyba Agata ta. to jest ta jedyna.
Ag. Mówiłaś tak przy ostatnich 12.
W. Ale teraz jestem pewna na 100%
Ag. No to pokazuj!
Wiktoria stanęła przed Agatą, na podeście.
Ag. Łał!
W. Podoba się?
Ag. I to jak. Bierzemy ją.
W. Tak - zwróciła się do konsultantki ślubnej - bierzemy ja.
K. Dobrze. Pani Wiktorio mamy obrączki, suknię, miejsce, urzędnika. Zostaje nam bielizna, buty, naszyjnik i kolczyki. Plus sukienka dla druhen, garnitur dla ojca, sukienka dla Pani mamy no i kilka innych jeszcze drobiazgów.
W. Dobrze, pani Marto. A co z Andrzejem?
K. Garnitur wybieramy jutro, załatwimy też buty i inne potrzebne rzeczy.
W. Ok, to przy okazji wybierzmy suknie dla druhen.
K. Mamy dwie, myślę, że najbardziej pasowałyby te - wskazała na jedną z sukienek.
W. A nie lepiej tamta?
Ag. A może ja mogę coś powiedzieć?
W. Jasne, co myślisz.
Ag. Tamta mi się podoba i jest bardzo ładna i też pasuje.
W. Ok to przymierz swoją, od razu weźmiemy jeszcze jedną 38 dla Blanki.
(http://www.suknia24.pl/ramiaczkach-linia-a-szyfon-suknie-dla-druhen-wx334.html)
Wszystkie trzy panie podeszły do kasy, kupiły suknie ślubna, suknie dla druhen, welon i buty.
Kasjerka: Razem 4582 złote.
W. Proszę bardzo - Wiktoria podała kobiecie kartę
Kasjerka: Dziękuję bardzo. Wszystko zostało zapakowane w pudełka. Pan Artur zaraz pomoże pani wszystko zanieść.
Przed salonem.
W. Dobrze, to pani Marto my widzimy się jutro, a ja z Agatą podjedziemy jeszcze po kolczyki i naszyjnik.
K. Oczywiście. Do widzenia panią.
Samochód, w drodze do jubilera.
Ag. Konsultantka ślubna?
W. Tak, stwierdziliśmy z Andrzejem, że to najlepszy pomysł, bo jesteśmy zbyt zapominalscy żeby to wszystko pozałatwiać. No i patrz zapomniałam jej powiedzieć o zaproszeniach.
Ag. Dobra, to przypomnę Ci, żebyś zadzwoniła do niej u jubilera.
W. Ha ha ha, bardzo śmieszne.
Przed wejściem do sklepu.
W. Tak, trzy najlepsze propozycje, jakby już były wypisane to byłoby cudownie.
K. ...........
W. Tak już mówię, jeszcze raz. Wiktoria Manuela Consalida i Andrzej Falkowicz.
K. ..........
W. 15 lipca, godzina 14:30
K. .........
W. Dobrze, dziękuję bardzo. Do jutra.
Ag. A tak z czystej ciekawości to ile wy jej płacicie.
W. Stałą stawkę. 5000 tysięcy od ślubu.
Ag. 5000 tysięcy za osobę, która mówi Wam jak zrobić ślub.
W. Tak.
Ag. To trzeba było mnie zatrudnić.
Po 30 minutach kobiety wyszły ze sklepu i były bardzo zadowolone ze swoich zakupów.
W. Dobra, mam wszystko.
Ag. To co do domu.
W. Słuchaj, tak sobie myślę, może zawiozę suknie i wszystkie rzeczy do hotelu rezydentów. Powiesimy wszystko w moim pokoju. Przecież i tak stamtąd będziemy jechały do parku. Centrala kobiet jest tam, centrala mężczyzn u nas w domu.
Ag. Jasne, to do hotelu rezydentów.
20:30, podjazd po domem FaWi
W. Cześć kochanie! - krzyknęła kiedy wchodziła
F. No w końcu - pocałował ja namiętnie - gdzie ty byłaś tyle czasu.
W. Kupiłyśmy sukienkę dla mnie, dla druhen, dodatki, buty, bieliznę i takie tam. Wiesz jak to jest.
F. Suknię ślubną?
W. Tak. - zdjęła buty i zmierzała do salonu.
F. Pokaż kochanie, proszę.
W. Zobaczysz za 10 dni.
Usiedli razem na kanapie.
W. Spotkałam się z Martą, poprosiłam żeby przygotowała na jutro wersję zaproszenia ślubnego.
F. Wiem, dzwoniłem do niej. Umówiliśmy się jutro na zakupy.
W. No to fajnie. Moi rodzice przyjeżdżają pojutrze czyli środę, samolot ląduje o 14. Pojedziesz po nich?
F. Tak oczywiście, wziąłem wolne już na jutro i środę.
W. Blanka przylatuje w czwartek, po nią pojadę sama.
F. Ok, to co zapraszam na kolację.
Wtorek, sklep z garniturami.
Andrzej, Adam i Piotr czekają na konsultantkę.
K. Witam panów, przepraszam za małe spóźnienie ale korki.
F. Nic się nie stało.
K. Dobrze, w takim razie dzisiaj kupujemy 3 garnitury, buty, muszki, koszule i spinki do koszul. Zgadza się?
F. Tak, możemy iść. Aha i ja za wszystko płacę, także nie ma problemu.
Ad i P: Andrzej spoko możemy płacić sami.
F. Nie, mój ślub ja płacę. Uzgodniliśmy to z Wiktorią.
K. Możemy iść?
F. Tak, właśnie Pani Marto. Po wszystkim pojedziemy do mnie do domu, Wiktoria będzie już czekać, omówimy wszystkie szczegóły.
K. Naturalnie.
F. Dobrze, dziękuje Wam bardzo, że przyjechaliście.
Ad. Nie ma sprawy.
P. Do jutra.
Dom, FaWi 14:10
F. Wiki, już jesteśmy!
W. O cześć - dała całusa Andrzejowi - Dzień dobry Pani Marto.
Usieli razem na kanapie.
K. Dobrze, nie robiłam trzech propozycji, tak jak pani prosiła, bo znalazłam od razu pasujące idealnie.
W. Rzeczywiście jest piękne. Tylko teraz zdjęcie musimy zrobić.
K. Fotograf zamówiony na jutro na 10:30 do domu.
W. Bardzo dobrze. Co sądzisz Andrzej?
F. Tak, zaproszenia są bardzo ładne. Zajmie się Pani ich wypisywaniem?
(http://www.amelia-wedding.pl/glorietta/detail/1/flypage/39?sef=hcfp)
K. Tak nie ma problemu żadnego, potrzebuje tylko spis gości, bo muszę również załatwić już jedzenie.
F. Dobrze, wyślemy Pani meilem listę za godzinkę góra dwie. A co z tortem?
K. Tak jak życzyła sobie Pani Wiktoria zamówię dzisiaj, smak śmietankowy. Pokazać Panu zdjęcie?
F. Chętnie zobaczę.
(https://www.google.pl/search?q=tort+slubny&es_sm=122&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=EY2tU8GODenX7AaOnYC4BA&ved=0CCAQsAQ&biw=1366&bih=643#q=tort%20slubny&tbm=isch&facrc=_&imgdii=_&imgrc=Tazv8y35M2G9xM%253A%3B8fQAL57Qmun04M%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.planowaniewesela.pl%252Fjpg%252F_wszystkie%252Fpietrowy_tort_na_wesele.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.planowaniewesela.pl%252Fwarto_wiedziec%252Ftort-weselny%3B1663%3B2826)
F. Zawsze wiedziałem, że masz świetny gust kochanie
W. A dziękuję kochanie.
F. Dobrze, pozostaje jeszcze jedna sprawa.
K. Oczywiście słucham.
F. Jutro przylatują rodzice Wiktorii. Chciałbym, żebyśmy się spotkali przed moim domem jutro, powiedzmy o 13:15. Pojedziemy razem po nich na lotnisko. Potem po strój dla mamy i taty.
K. Oczywiście, będę jutro u Państwa o 13:15.
F. W takim razie o jutra.
W. Do widzenia.
Andrzej odprowadził Panią Martę. W drodze powrotnej wziął swój laptop i usiadł koło Wiktorii. Utworzył nowy dokument, nazwał go goście weselni i zaczęli burze mózgów.
W. Ok, Tretter, Gawryło, Hana, Agata, Adam, Ola, Klaudia, Konica, Latoszek i Lena.
F. Dobra Wiktoria. Mów mi po kolei pełnymi nazwiskami i imionami.
W. Oczywiście kochanie.
W. Milena Starska, Witold Latoszek, Agata Woźnicka, Hana Goldberg, Piotr Gawryło, Krzysztof Radwan, Stefan Tretter, Adam Krajewski, Marek Rogalski, Michał Sambor, Sławomir Starzyński.
F. Starzyński? Po co?
W. Andrzej, Starzyński. Uczył mnie! Zaproszę go. Pojedziemy do instytutu i tyle.
F. Dobrze, jedź dalej.
W. Wanda Consalida, Mariusz Consalida, Blanka Consalida, Tadeusz Zybert, Dariusz Wójcik, Ruud Van Graaf, Borys Jakubek, Klaudia Miller, Ola Pietrzak, Rafał Konica.
F. Czyli upraszczając zaprosiłaś cały szpital.
W. No tak. Chcesz kogoś dodać?
F. Anna Szulc, Dorota Zamenhof, Dorota Rogalska, Nina Rudnicka, wiem, że nie chcesz ale wypada, Dominika Michele.
W. Wszystko?
F. Tak, to wysyłam. I w końcu możemy odpocząć.
Wiem, że pewnie Was zanudziłam, ale chciałam żebyście widzieli wszystko to co ja :)
Następną część napiszę we wtorek po południu, o ile będziecie chcieli :) Kolejna część to przyjazd rodziców, Wiki, małe zawirowania i oczywiście ślub. Komentujcie żywo :)
Madzia
środa, 11 czerwca 2014
Odcinek 10
Część 10
Poranek, dom Falkowicza
W. Andrzej wstawaj!
F. Jeszcze 5 minut no
W. Nie ma. Andrzej spóźnimy się do pracy.
F. Ale to twoja wina! Nie dałaś mi w nocy spać. Teraz muszę odpocząć.
W. Ok jak chcesz. Tydzień postu dobrze Ci zrobi.
F. Co!? - Falkowicz podniósł się z łóżka gwałtownie
W. Tydzień postu kochanie, po trzech tygodniach namiętnego seksu, tydzień to nic wielkiego.
F. Wiktoria nie zrobisz mi tego.
W. Andrzej zrobię. Biorę Twój samochód, zamów sobie taksówkę.
F. Mój samochód? Musisz.
W. Andrzej, w Twoim wypadku - wymownie spojrzała na jego członek - samochód nie jest Ci do szpanu potrzebny.
Pocałowała go szybko, wybiegła z domu i pojechała do szpitala.
3 dni później, kawiarenka
Ag. Ile wytrzymał?
W. Jak na razie trzy dni ale jak obiecałam tydzień to będzie tydzień.
Ag. A jak Twoja garderoba?
W. No właśnie nie wiem. Mieszkam z nim już dwa miesiące i nadal nic.
Ag. No cóż. Pamiętasz przecież, że profesor Falkowicz nie rzuca słów na wiatr. Może dostaniesz ją....kiedyś.
W. Haha Agata ty złośliwcu - wytknęła język w stronę koleżanki
Ag. A właściwie ty nie masz operacji?
W. Cholera. Andrzej mnie zabije. PA!
Wiktoria pobiegła do myjni, w której ku jej zaskoczeniu zobaczyła Piotra a nie Andrzeja.
W. Piotr? A ja nie miałam operować z Falkowiczem?
P. Miałaś. Zadzwonił do mnie i poprosił o zastępstwo
W. Powiedział dlaczego
P. Że źle się czuje i chce zostać w domu. Myślałem że wiesz.
W. Nie wiedziałam. Zaraz do Ciebie dojdę. Załatwię tylko jedną sprawę.
P. Dobrze, czekam na bloku.
W. Agata!
Ag. A ty nie operujesz?
W. Mam prośbę. W mojej torebce są klucze do domu Andrzeja. Weź je i pojedź tam dobrze.
Ag. Coś się stało?
W. Andrzej poprosił Piotra o zastępstwo i powiedział że źle się czuje. Jak rano wychodziłam był cały w skowronkach a teraz nagle to. Możesz? Proszę.
Ag. Myślisz że Cie zdradza?
W. Agata nie wiem ok. Pojedź tam i sprawdź. Ja muszę na salę.
Ag. Dobrze, jadę
Wiktoria wróciła na salę a Agata pojechała do domu Falkowicza.
Wychodząc z taksówki Agata zobaczyła czerwone Audi stojące na podjeździe. Tylko nie to, mam nadzieję że się mylę - pomyślała. Nie chciała dać Falkowiczowi prawa kontroli, więc otworzyła drzwi. Weszła do środka i usłyszała jakieś głosy na piętrze. Głosy profesora i jakieś kobiety, która mówiła: musi być wyżej inaczej się nie zmieści. Agata szybkim krokiem zmierzała po schodach na piętro. Usłyszała głośne kobiece: pchaj! Szła dalej. Zmierzała korytarzem dalej, weszła do sypialni i zobaczyła Falkowicza.
F. Agata? Co ty tu robisz?
Ag. Wiktoria mnie przysłała, bo miałeś z nią operować a nie było Cie i się martwiła
F. A dobrze zaraz do niej zadzwonię. Gdzie moje maniery. Poznajcie się. To Dominika Michele - wskazał ręką na szczupła brunetkę - a to doktor Agata Woźnicka.
D. Cześć, Dominika
Ag. Cześć, Agata
F. Dominika zaprojektowała cały ten dom, jej ekipa go zbudowała. Zna go od najmniejszej śrubki. Dlatego poprosiłem ją, żeby zrobiła tą garderobę dla Wiki.
Ag. No to miło z Twojej strony.
F. Właśnie skończyliśmy. Przeleje zaraz pieniądze na Twoje konto.
D. Spoko nie śpieszy się. Ja już muszę lecieć, mam jeszcze klienta o 15.
F. No to do zobaczenia.
D. No Pa. Cześć Agata.
Ag. Cześć.
Kiedy Dominika wyszła Falkowicz podejrzliwie spojrzał na Agatę.
F. Dlaczego przyjechałaś?
Ag. Powiedziałam Ci przecież.
F. Powiedziałaś oficjalną wersję, teraz powiedz mi prawdziwą.
Ag. Oj a dlaczego zakładasz, że są dwie wersje?
F. Bo znam Wiktorię. Gdyby się martwiła zadzwoniłaby, nie wysyłałaby Ciebie. Oboje to wiemy.
Ag. Oj no dobrze. Wiktoria pomyślała, że ją zdradzasz.
F. Co?
Ag. Podobno rano byłeś cały w skowronkach, a potem dowiedziała się że źle się czujesz i nie przyjedziesz. I to akurat w ten dzień kiedy mieliście mieć tą operację, która trwa ponad 8 godzin.
F. Będę musiał z nią porozmawiać. Tymczasem ma do Ciebie prośbę.
Ag. Słucham?
F. Możesz pojechać ze mną na zakupy, chce wypełnić garderobę Wiktorii.
Ag. Jasne, mogę jechać, a wracając zabierzemy jeszcze resztę jej rzeczy z hotelu.
F. Świetny pomysł.
Około godziny 23 Wiktoria podjechała na podjazd. Gdy Andrzej tylko usłyszał tupot obcasów na ścieżce do domu, wyszedł dziewczynie naprzeciw.
F. Cześć kochanie.
W. O hej, jestem padnięta - zdjęła szpilki i płaszcz
F. Biedactwo. Przepraszam, że mnie nie było i nic Ci nie powiedziałem, to miała być niespodzianka, ale nie potrzebnie też wysyłałaś Agatę do domu.
W. A jakby rzeczywiście coś się stało?
F. Dobrze, kochanie przepraszam. Zmęczona jesteś to nie wiem czy masz ochotę jeszcze na tą niespodziankę.
W. No dawaj, zaskocz mnie
Falkowicz wziął dziewczynę na ręce i niósł po schodach do sypialni.
W. Ale kocie, post to post. Żadnego sexu.
F. Proszę pani, ale pani ma kosmate myśli.
Postawił ją przed drzwiami do sypialni, weszła do niej sama.
W. Czy tu nie było szafy? - wskazała na prawą stronę.
F. Nie nie było
W. No nie wmówisz mi że miałam zwidy.
F. Szafę mamy teraz tam - wskazał na drzwi obok tych do łazienki
W. Żartujesz?
F. Nie nie żartuje.
Wiktoria podeszła do drzwi. Otworzyła i jej oczom ukazała się garderoba. Ale nie byle jaka garderoba. Z każdej strony były szafy, w nich wisiały po prawej jej sukienki, bluzki, koszulki, spodnie. Po lewej wisiały koszule, garnitury, koszulki i spodnie Andrzeja. Na przeciwko niej stała szafa w zupełności zapełniona butami, po prawej jej po lewej jego. Na środku stała wyspa z ciemnego drewna, która pasowała do szaf.
Andrzej chwycił w boku dziewczynę i podszedł do wyspy.
F. Mam nadzieję, że Ci się podoba. W szafach masz biżuterię, gumki do włosów, jakieś dziwne rzeczy do malowania, perfumy, apaszki, okulary przeciwsłoneczne, i swojego Ipoda ze słuchawkami.
W. Andrzej to jest piękne. Biżuteria mówisz, tą szafę chce zobaczyć.
F. Proszę bardzo.
Otworzyła ją. Znalazły się w niej wszystkie pierścionki, bransoletki, zegarki, naszyjniki jakie miała.
W. Przywiozłeś moją szafę z hotelu.
F. Owszem, wziąłem wszystko. A płyty masz tam na stojaku przy wieży.
W. Jesteś kochany.
F. W zasadzie to jedna część niespodzianki. druga jeszcze jest.
W. Słucham?
F. Ja wiem, że może garderoba to nie jest odpowiednie miejsce żeby coś takiego robić, ale no cóż chcę żebyś zapamiętała to do końca życia. - ukląkł przed nią, położył ręce na jej biodrach - jesteś jedyną kobietą, która pokochałem. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego. Kiedy wiem, że jesteś w naszym domu i na mnie czekach, z chęcią wracam s powrotem z pracy. Kiedy budzę się przy tobie, wiem że tylko ty jesteś w stanie dać mi szczęście. Kiedy patrze na Ciebie to widzę, kobietę z którą chciałbym spędzić resztę życia. - wyjął z kieszeni małe czerwone pudełeczko - Wiktorio, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
W. Tak! Oczywiście, że Tak! - powiedziała zapłakana Wiki
F. I jeszcze jedno - wstał i spojrzał jej w oczy - nigdy, przenigdy bym Cię nie zdradził, bo za bardzo Cię kocham
W. Ja też Cię kocham Andrzej
Zatracili się w namiętnym pocałunku, post poszedł w sina dal a narzeczeni wylądowali w łóżku i spędzili w nim upojną noc.
Wiem, że długo mnie nie było. Przepraszam. Poniżej macie pierścionek Wiki :) Mam nadzieję, że się Wam podobała część 10. Czekam na komentarze.
Madzia
Pierścionek Wiki:

poniedziałek, 2 czerwca 2014
Wróciłam.... :D
Hejo wszystkim,
Wiem wiem wiem że jesteście źli, że mnie tak długo nie było :D Przepraszam :*
Miałam na głowie wiele spraw, ale już jestem :D Mam nadzieję, że się cieszycie :D
Przysięgam, że jutro po południu zobaczycie nową część. I żeby Was przeprosić będzie jakiś hocik :D
To do jutra!
Madzia
Wiem wiem wiem że jesteście źli, że mnie tak długo nie było :D Przepraszam :*
Miałam na głowie wiele spraw, ale już jestem :D Mam nadzieję, że się cieszycie :D
Przysięgam, że jutro po południu zobaczycie nową część. I żeby Was przeprosić będzie jakiś hocik :D
To do jutra!
Madzia
sobota, 10 maja 2014
Odcinek 9
Odcinek 9
F. Wiki, ja...... się nie spodziewałem
W. Wiem, kochanie wiem. Ale ja się spodziewałam takiej reakcji.
Wiktoria podeszła do niego. Pocałowała go namiętnie. Zaczęła rozpinać jego koszulę.
F. Ja myślałem, że ty chcesz zaczekać. Nie spodziewałem się, że wrócę do domu i .... - zadrżał mu głos kiedy Wiktoria zjechała swoimi rękoma na jego pupę - i zobaczę cię taką
W. Oj kochanie. Nie mów tak. Jestem dzisiaj tylko dla Ciebie.
F. Wiem. Jesteś taka piękna i seksowna ... - znowu zadrżał mu głos kiedy Wiki rozpinała mu pasek i spodnie
W. No nie mów mi, że taki szanowany i opanowany Pan Profesor Doktor Habilitowany Nauk Medycznych Andrzej Falkowicz drży kiedy jego kobieta ma ręce na jego biodrach.
F. Nie przeginaj mała. Ja jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa, ba! Ja jeszcze pierwszego nie powiedziałem.
Falkowicz zrzucił z siebie spodnie i buty. Wiktoria nie chciała dać mu kontroli więc schwyciła Falkowicza za jego członka.
F. Aaaaa...Wiki
W. Nie będziesz tego kontrolował
Nagle Falkowicz chwycił Wiktorię za pupę, przysunął do ściany, przylgnął do niej ciałem, pocałował ją namiętnie a zarazem zachłannie.
F. Nie będziesz się ze mną droczyła kochanie.
Andrzej trzymał ją za pośladki, ona owinęła nogi wokół jego bioder. Wplątała rękę w jego włosy, całowała go zachłannie i namiętnie. Niósł ją przez korytarz aż do sypialni. Postawił ją i popchnął na łózko. W kontakcie z zimną, jedwabną pościelą, na jej ciele pojawiła się gęsia skórka.
W. No no no profesorze, nie spodziewałam się tego po panu, tak brutalnie do kobiety
F. Brutalny to ja dopiero będę.
W. Mam się bać - powiedziała przygryzając wargę.
Całował ją po szyi, schodząc niżej na jej dekolt. Rozpiął jej gorset. Jego oczom ukazały się jędrne piersi lekarki, idealnie pasujące w jego dłoniach. Całował jej, bawił się jej sutkami. Ona pragnęła jego dotyku, jego pocałunków. Schodził jeszcze niżej po jej brzuchu, aż do koronkowych fig, których za chwilę bardzo szybko się pozbył. Położył się między jej nogami, całował wewnętrzną stronę ud Wiktorii. Kiedy włożył dwa swoje palce do jej dziurki, przeciągle jęknęła i wypchnęła biodra ku górze, tak aby zmusić go do głębszego wtargnięcia. On przyspieszył, kobieta wiła się po łóżku pod wpływem jego dotyku. Nagle przestał, zaczął lizać łechtaczkę kobiety, włożył język do jej dziurki, mało jej brakowało aby doszła, kilka kolejnych głębszych wejść jego palców i skończyła. Pokonał drogę powrotną, jadąc językiem po jej brzuchu, piersiach, szyi, aż do ust. Znowu namiętnie ją pocałował.
W. Panie profesorze, to co mówią o Pana dłoniach to rzeczywiście prawda.
F. Tak? A co mówią?
W. Że są niezastąpione - pocałowała go - Ale ty jesteś pewnie zmęczony po pracy, a ja jako dobra kobieta powinnam zadbać o swojego mężczyznę.
Wiktoria obróciła Falkowicza na brzuch. Wyjęła ze stolika oliwkę i wylała trochę na jego plecy. Delikatnie go masowała, alby zabrać z niego cały stres dzisiejszego dnia. Kiedy Wiki sprawiała przyjemność profesorowi, zadzwonił jej telefon. Chciała go podnieść, jednak Falkowicz był szybszy.
F. Co to za gach do Ciebie pisze.
W. Jak dasz mi telefon to Ci powiem.
F. Sam sprawdzę.
W. Andrzej, daj - powiedziała śmiejąc się
Odblokował telefon a na ekranie pojawiła się wiadomość od Agaty
F. No nieźle pani doktor.
W. Ty się tak nie wymiguj tylko zostaw ten telefon i skup się na mnie - pochyliła się i zaczęła go całować.
F. Poczekaj chwile ja odpiszę Pani Agacie.
W. Założymy się że nie.
F. I tak wiesz, że to zrobię.
Kiedy Falkowicz próbował odpisać Agacie, Wiktoria wzięła do ręki jego penisa i powoli zaczęła poruszać ręką. Polizała główkę jego prącia, momentalnie odrzucił głowę w tył i lekko jęknął.
F. Ok już odkładam
Wzięła go do ust, powoli przesuwała w górę i w dół. Jej kompan był bliski orgazmu. Chciała mu sprawić jeszcze większą przyjemność, ścisnęła rękę na dole jego penisa a górę cały czas miała w ustach. Nie mógł już wytrzymać. Zaczął poruszać biodrami w rytm tego co robiła ona. Pragnął jej coraz bardziej. Kiedy jego sperma znalazła się w jej ustach, oblizała swoje wargi i powróciła do całowania go.
Nie chciał pozwolić jej na kontrolę. Natychmiast ją obrócił, zanim się spostrzegła, wydała z siebie głos zaskoczenia ale zarazem podniecenia. Wchodził w nią powoli,pieszcząc jej piersi, ssając jej sutki. Przyspieszył, jego pchnięcia były bardzo rytmiczne, szybkie. Ona wiła się pod jego umięśnionym ciałem, chciała go poczuć jeszcze bardziej, przyciskała swoje biodra do jego, chciała mieć go całego w sobie. Wystarczyła chwila i oboje zmęczeni opadli na łóżko.
W. Andrzej, Kocham Cię - powiedziała leżąc na plecach przy ukochanym
F. Co? Co ty opowiedziałaś?
W. Kocham Cię - tym razem mówiąc to patrzyła mu prosto w oczy
F. Wiki, ja też cię kocham
W. Ale to jeszcze nie koniec, musisz odpokutować 6 tygodni postu - pocałowała go
Usiadła na nim, wprowadziła w siebie jego dużego, pulsującego penisa. Zaczęła go ujeżdżać. Sprawiała mu tym wielką rozkosz, po chwili zaczął regulować swoimi rękami szybkość jej podskoków, potem ściskał jej piersi. Kiedy po raz drugi już w niej skończył, pocałował ją.
F. To było najlepsze przywitanie w dziejach, będzie tak częściej?
W. No nie wiem nie wiem
F. Nie wiesz? - momentalnie znalazł się nad nią - To może ja coś z tym zrobię?
W. No chyba powinieneś co - powiedziała przygryzając usta
Falkowicz momentalnie zareagował, zaczął łaskotać Wiktorię. Dziewczyna wybuchła perlistym śmiechem.
F. Będzie częściej?
W. Tak obiecuje, tylko przestań, błagam cię.
Andrzej przestał łaskotać Wiktorię. Spojrzał jej w oczy i powiedział:
F. Przy tobie jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońce. Zamieszkasz ze mną?
W. Ale pod dwoma warunkami.
F. Oczywiście, jakimi?
W. Pierwszy jest taki, że zrobisz mi wielką garderobę, a drugi taki że będziesz mi gotował.
F. Oczywiście. Kocham cię
W. Ja cb też, w końcu mogę to powiedzieć.
Falkowicz zszedł z Wiktorii, położył się koło niej i przytulił. Po chwili usnął. Wiktoria wzięła telefon i napisała do Agaty:
U mnie też. Ale do pracy przyjdziemy! :p
Odłożyła telefon i również zasnęła.
Czekam na komentarze, bardziej żywe niż pod ostatnimi częściami.
Madzia :*
F. Wiki, ja...... się nie spodziewałem
W. Wiem, kochanie wiem. Ale ja się spodziewałam takiej reakcji.
Wiktoria podeszła do niego. Pocałowała go namiętnie. Zaczęła rozpinać jego koszulę.
F. Ja myślałem, że ty chcesz zaczekać. Nie spodziewałem się, że wrócę do domu i .... - zadrżał mu głos kiedy Wiktoria zjechała swoimi rękoma na jego pupę - i zobaczę cię taką
W. Oj kochanie. Nie mów tak. Jestem dzisiaj tylko dla Ciebie.
F. Wiem. Jesteś taka piękna i seksowna ... - znowu zadrżał mu głos kiedy Wiki rozpinała mu pasek i spodnie
W. No nie mów mi, że taki szanowany i opanowany Pan Profesor Doktor Habilitowany Nauk Medycznych Andrzej Falkowicz drży kiedy jego kobieta ma ręce na jego biodrach.
F. Nie przeginaj mała. Ja jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa, ba! Ja jeszcze pierwszego nie powiedziałem.
Falkowicz zrzucił z siebie spodnie i buty. Wiktoria nie chciała dać mu kontroli więc schwyciła Falkowicza za jego członka.
F. Aaaaa...Wiki
W. Nie będziesz tego kontrolował
Nagle Falkowicz chwycił Wiktorię za pupę, przysunął do ściany, przylgnął do niej ciałem, pocałował ją namiętnie a zarazem zachłannie.
F. Nie będziesz się ze mną droczyła kochanie.
Andrzej trzymał ją za pośladki, ona owinęła nogi wokół jego bioder. Wplątała rękę w jego włosy, całowała go zachłannie i namiętnie. Niósł ją przez korytarz aż do sypialni. Postawił ją i popchnął na łózko. W kontakcie z zimną, jedwabną pościelą, na jej ciele pojawiła się gęsia skórka.
W. No no no profesorze, nie spodziewałam się tego po panu, tak brutalnie do kobiety
F. Brutalny to ja dopiero będę.
W. Mam się bać - powiedziała przygryzając wargę.
Całował ją po szyi, schodząc niżej na jej dekolt. Rozpiął jej gorset. Jego oczom ukazały się jędrne piersi lekarki, idealnie pasujące w jego dłoniach. Całował jej, bawił się jej sutkami. Ona pragnęła jego dotyku, jego pocałunków. Schodził jeszcze niżej po jej brzuchu, aż do koronkowych fig, których za chwilę bardzo szybko się pozbył. Położył się między jej nogami, całował wewnętrzną stronę ud Wiktorii. Kiedy włożył dwa swoje palce do jej dziurki, przeciągle jęknęła i wypchnęła biodra ku górze, tak aby zmusić go do głębszego wtargnięcia. On przyspieszył, kobieta wiła się po łóżku pod wpływem jego dotyku. Nagle przestał, zaczął lizać łechtaczkę kobiety, włożył język do jej dziurki, mało jej brakowało aby doszła, kilka kolejnych głębszych wejść jego palców i skończyła. Pokonał drogę powrotną, jadąc językiem po jej brzuchu, piersiach, szyi, aż do ust. Znowu namiętnie ją pocałował.
W. Panie profesorze, to co mówią o Pana dłoniach to rzeczywiście prawda.
F. Tak? A co mówią?
W. Że są niezastąpione - pocałowała go - Ale ty jesteś pewnie zmęczony po pracy, a ja jako dobra kobieta powinnam zadbać o swojego mężczyznę.
Wiktoria obróciła Falkowicza na brzuch. Wyjęła ze stolika oliwkę i wylała trochę na jego plecy. Delikatnie go masowała, alby zabrać z niego cały stres dzisiejszego dnia. Kiedy Wiki sprawiała przyjemność profesorowi, zadzwonił jej telefon. Chciała go podnieść, jednak Falkowicz był szybszy.
F. Co to za gach do Ciebie pisze.
W. Jak dasz mi telefon to Ci powiem.
F. Sam sprawdzę.
W. Andrzej, daj - powiedziała śmiejąc się
Odblokował telefon a na ekranie pojawiła się wiadomość od Agaty
Moje wdzianko zadziałało a jak u cb?
F. No nieźle pani doktor.
W. Ty się tak nie wymiguj tylko zostaw ten telefon i skup się na mnie - pochyliła się i zaczęła go całować.
F. Poczekaj chwile ja odpiszę Pani Agacie.
W. Założymy się że nie.
F. I tak wiesz, że to zrobię.
Kiedy Falkowicz próbował odpisać Agacie, Wiktoria wzięła do ręki jego penisa i powoli zaczęła poruszać ręką. Polizała główkę jego prącia, momentalnie odrzucił głowę w tył i lekko jęknął.
F. Ok już odkładam
Wzięła go do ust, powoli przesuwała w górę i w dół. Jej kompan był bliski orgazmu. Chciała mu sprawić jeszcze większą przyjemność, ścisnęła rękę na dole jego penisa a górę cały czas miała w ustach. Nie mógł już wytrzymać. Zaczął poruszać biodrami w rytm tego co robiła ona. Pragnął jej coraz bardziej. Kiedy jego sperma znalazła się w jej ustach, oblizała swoje wargi i powróciła do całowania go.
Nie chciał pozwolić jej na kontrolę. Natychmiast ją obrócił, zanim się spostrzegła, wydała z siebie głos zaskoczenia ale zarazem podniecenia. Wchodził w nią powoli,pieszcząc jej piersi, ssając jej sutki. Przyspieszył, jego pchnięcia były bardzo rytmiczne, szybkie. Ona wiła się pod jego umięśnionym ciałem, chciała go poczuć jeszcze bardziej, przyciskała swoje biodra do jego, chciała mieć go całego w sobie. Wystarczyła chwila i oboje zmęczeni opadli na łóżko.
W. Andrzej, Kocham Cię - powiedziała leżąc na plecach przy ukochanym
F. Co? Co ty opowiedziałaś?
W. Kocham Cię - tym razem mówiąc to patrzyła mu prosto w oczy
F. Wiki, ja też cię kocham
W. Ale to jeszcze nie koniec, musisz odpokutować 6 tygodni postu - pocałowała go
Usiadła na nim, wprowadziła w siebie jego dużego, pulsującego penisa. Zaczęła go ujeżdżać. Sprawiała mu tym wielką rozkosz, po chwili zaczął regulować swoimi rękami szybkość jej podskoków, potem ściskał jej piersi. Kiedy po raz drugi już w niej skończył, pocałował ją.
F. To było najlepsze przywitanie w dziejach, będzie tak częściej?
W. No nie wiem nie wiem
F. Nie wiesz? - momentalnie znalazł się nad nią - To może ja coś z tym zrobię?
W. No chyba powinieneś co - powiedziała przygryzając usta
Falkowicz momentalnie zareagował, zaczął łaskotać Wiktorię. Dziewczyna wybuchła perlistym śmiechem.
F. Będzie częściej?
W. Tak obiecuje, tylko przestań, błagam cię.
Andrzej przestał łaskotać Wiktorię. Spojrzał jej w oczy i powiedział:
F. Przy tobie jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońce. Zamieszkasz ze mną?
W. Ale pod dwoma warunkami.
F. Oczywiście, jakimi?
W. Pierwszy jest taki, że zrobisz mi wielką garderobę, a drugi taki że będziesz mi gotował.
F. Oczywiście. Kocham cię
W. Ja cb też, w końcu mogę to powiedzieć.
Falkowicz zszedł z Wiktorii, położył się koło niej i przytulił. Po chwili usnął. Wiktoria wzięła telefon i napisała do Agaty:
U mnie też. Ale do pracy przyjdziemy! :p
Odłożyła telefon i również zasnęła.
Czekam na komentarze, bardziej żywe niż pod ostatnimi częściami.
Madzia :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)



