Wiktoria wciąż stała na korytarzy patrząc to w jedna to w druga stronę. Wciąż nie mogła uwierzyć, ze Andrzejowi udało się to zrobić w jeden dzień.
W. Ale jak ty to zrobiłeś? Kiedy?
F. No jak byłaś na zakupach z Agata.
W. Ty - wskazała palcem na męża - ty jej kazałeś zabrać mnie z domu.
F. Nic mi o tym nie wiadomo kochanie.
W. Andrzej zdajesz sobie sprawę z tego, ze za 3 miesiące w tych pokojach będą leżeć nasze dzieci.
F. Tak zdaje sobie sprawę. I ciesze się bardzo, ze los dal takiej szui jak ja możliwość na szczęście. Że dał mi Ciebie, Wiktora i Marie.
W. A no właśnie. Zapomniałabym. Do salonu. Chodź skarbie.
F. Wiki coś się stało?
W. Tak stało się. Mam dla Ciebie prezent.
F. Jaki?
Wiktoria wzięła torebkę, usiadła na kanapie i z bardzo poważną miną zaczęła.
W. Ja wiem Andrzejku, ze ty się bardzo cieszysz z faktu iż jestem w ciąży. Tylko jak tak dalej pójdzie to ja ci nie pozwolę być ich ojcem. Musisz zrozumieć, ze NASZE dzieci nie mogą mieć na imię Maria i Wiktor. Ja mam córkę i dałam jej imię z polotem, wiec musisz zrozumieć, ze albo zmienisz zdanie albo no cóż dzieci będą miały moje nazwisko.
F. Jesteś śmiertelnie poważna kiedy sobie tak żartujesz. Jak ty to robisz?
W. Ja sobie nie żartuje kochanie.
F. Dobrze, wiec jaka jest twoja propozycja?
W. Ignacy i Julia
F. A może Wiktor i Julia?
W. Ignacy i Julia Falkowicz. Nie zmienię zdania.
F. Ale Wiktor to ładne imię przecież. O co Ci chodzi?
W. Nie ja mam na imię Wiktoria. Nie dam synkowi imienia Wiktor. Ale skoro Ci nie pasuje to dobrze. Julia i Ignacy Consalida tez brzmi ładnie.
F. Dobrze zgadzam się. Ale Julia i Ignacy FALKOWICZ. No dobrze a jak to się ma do prezentu dla mnie?
Wiktoria wyjęła z torebki dwa male pudełeczka i podała je mężowi.
W. Proszę
F. Dziękuję. - Andrzej otworzył pudełeczko. Znalazł w środku śpioszki, podniósł je do góry - No na mnie to one są trochę za male. Ale teraz przynajmniej wiem po co była ta bitwa o imię. Zaniosę je do pokojów.
W. Ok. To ja zrobię kolacje.
Falkowicz poszedł i w każdym z łóżeczek położył śpioszki. w jednym śpioszek z imieniem Julia a w drugim śpioszek z imieniem Ignacy.
3 miesiące później, szpital
F. Oddychaj spokojnie. Oddychaj.
W. Nie mów mi co mam robić. Aaaaaaaaaaaa
F. Przecież ja zawsze ci mówię o masz robić.
H. Wiki teraz przyj. Jeszcze jeden raz i jedno będzie już na świecie. Dalej
W. Aaaaaaa.
Nagle usłyszeli płacz dziecka.
H. Brawo Wiki . Ignaś już jest wśród nas teraz Jula. Dalej przyj!!
W. Aaaaaaa
Po chwili usłyszeli kolejny płacz.
H. Brawo Wiki!
Po chwili Wiktoria i Andrzej otrzymali dzieci do rak.
F. Zobacz jaka ona jest malutka i on tez taki malutki. Zobacz takie malutkie szkraby.
W. Andrzej to logiczne, ze są malutkie.
H. Musze je zabrać. Zbadać. Wiki zostaniesz przewieziona na sale. Andrzej możesz do niej pójść zaraz.
F. Dobrze.
Falkowicz wyszedł z sali uradowany. Na korytarzu czekali już Adam i Agata.
Ag. I co?
F. Takie malutkie szkrabki. Kochane.
Ad. Gdzie Wiki?
F. Przewożą ja na sale. Dzieci są badane. Zaraz możemy do nich pójść. Są w 12.
Kiedy Falkowicz wraz z Agata.i Adamem wszedł do sali ujrzał coś co go zamurowało. Los dal mu takie szczęście. Kochał ja i dzieci.
F. No to teraz się zacznie ostra jazda. - powiedział do siebie i poszedł do Wiki.
Czekam na Wasze komentarze ;)
niedziela, 16 lutego 2014
wtorek, 21 stycznia 2014
Część 26
Poranek, dom FaWi
Andrzej obudził się pierwszy. Przekręcił się na drugi bok, przytulił do pleców Wiktorii. Ta lekko westchnęła i przekręciła się na drugi bok. Ta miła chwila nie trwała długo, gdyż Wiki momentalnie podniosła się i pobiegła do łazienki, trzaskając drzwiami.
A. Ach te poranne mdłości - podniósł się z łóżka i wszedł do łazienki. - Kochanie dobrze się czujesz
W. Tak, dobrze, to normalne - i znowu zanurzyła głowę w muszli klozetowej
Andrzej podszedł do żony, ukucnął i całą dłonią, zaczął gładzić plecy kobiety. Ciepło jakie jej dawał brało górę nad mdłościami. W końcu wszystko wrócił do normy. Wstali i zeszli na dół na śniadanie.
Szpital, gabinet Hany
W. Hej Hanna, mogę na chwilę?
H. Jasne, coś nie tak?
W. Nie nie, wszystko w porządku. Chciałam Cię o coś prosić.
H. Jasne, co jest?
W. Chciałabym żebyś powiedziała mi płeć dzieci.
H. Jesteś pewna? Wczoraj nie chciałaś.
W. Wiem, bo byłam z Andrzejem. On chce mieć niespodziankę, ale ja nie wyczekam tyle. Proszę.
H. Dobrze, siadaj na fotelu
Hana wzięła USG, zaczęła szukać dzieci. Po chwili wskazała na ekran.
H. To córka i syn.
W. Naprawdę?
H. Tak oj będzie miała córeczka Andrzeja
W. Cieszę się strasznie. Dziękuje Hanna.
H. Nie ma sprawy.
Gabinet Falkowicza
A. Proszę!
Ad. Cześć Andrzej mogę?
A. A tak, jasne. Co się stało?
Ad. Potrzebuje konsultacji.
A. Pokaż - wyciągnął rękę i zaczął się przyglądać zdjęciom.
W tej samej chwili wpadła do gabinetu Wiki
W. Andrzej mam sprawę. O przepraszam nie wiedziałam.
A. Nic się nie stało kochanie. - zaprosił ją gestem ręki, a potem przyciągnął do siebie, tak, że usiadła mu na kolanach. - Analizujemy właśnie przypadek
W. O patrz - wskazała ręką na zdjęcie tomografii - Guz. Musicie operować.
Ad. Wiki, a może zrobimy to razem?
W. Adam ja....
A. Adam jakbyś nie zauważył to Wiki jest w ciąży, z bliźniakami i ma zakaz zbliżania się do sali operacyjnej.
Ad. Sorki no zapomniałem. Będę spadać. Za godzinę na bloku Andrzej.
A. Dobrze.
Adam wyszedł a Andrzej pocałował Wiki.
W. Nie bądź dla niego taki ostry.
A. To idiota. A jak się czujecie?
W. Bardzo dobrze. Mam prośbę.
A. Tak kochanie?
W. Chciałabym pojechać na małe zakupy, kupić parę rzeczy. Dasz mi kluczyki?
A. Nie. - stanowczo zaprzeczył
W. Ale dlaczego? - zapytała Wiki głosem jak mała dziewczynka.
A. Pojedziemy razem, kupić "parę rzeczy". Bo zapewne chcesz umeblować pokoik dla Kacpra i Wiktora
W. Tak chcesz umeblować pokój dla Julii i Ignacego.
A. Kacpra i Wiktora kochanie. Zobaczysz - uśmiechnął się mocno
W. Ok zobaczę. Ale ty masz operacje.
A. Idź do hotelu, poczekaj na mnie i pojedziemy jak tylko skończę.
W. Mam lepszy pomysł, ale obiecaj że się zgodzisz.
A. Jaki?
W. Obiecaj
A. Ale - Wiki spojrzała na niego surowo - Dobrze obiecuje.
30 minut później wszyscy w trójkę, a raczej w piątkę stali w myjni.
Ad. Wiki? Co ty tu robisz? Andrzej? Pozwoliłeś jej?
A. Dałem się podejść. Wiki nie wejdzie na salę. Będzie stała i oglądała.
W. Wiesz, że Cię kocham - spojrzała na Andrzeja
A. Wiem wiem. Gotowy?
Ad. Jasne. Idziemy.
Po skończonej operacji, przebrali się i pożegnali. Wiktoria z Andrzejem pojechali na zakupy. Wiktoria wpadła w szał przygotowań. Znalazła łóżeczka, przewijak, kołyski, zabawki. Andrzej był wykończony. Ale jedno go zastanawiało, dlaczego tak zaparcie Wiki, szła w to, że pokoik będzie dla dziewczynki i chłopca. Zaczął podejrzewać, że spytała Hany o płeć dziecka, a może tak bardzo ufa samej sobie.
A. Wiki?
W. Tak?
A. Nie wytrzymałaś prawda? Wiesz, że to dziewczynka i chłopiec
W. Andrzej, przepraszam..
A. To dziewczynka i chłopiec?
W. Tak. Kochanie przepraszam musiałam wiedzieć.
A. Oj nic się nie stało.
Razem zamówili wybrane przez siebie meble. Andrzej dopiął wszystko na ostatni guzik, wszystko mieli przywieść jutro.
Kiedy wrócili do domu, Andrzej zamknął się w swoim gabinecie i zaczął wykonywać telefony. Pierwszy był do Trettera o wolne na jutro. Drugi do ekipy remontującej aby zamówić ich na jutro, oczywiście się zgodzili. Trzeci do Agaty, by przyjechała i z samego rana zabrała Wiki na zakupy. Kiedy skończył poszedł do salonu. Wiktoria siedziała na kanapie.
A. Mogę?
W. Tak, proszę
Jak zwykle Andrzej położył głowę na jej kolanach jak najbliżej brzucha, by być blisko dzieci. Nagle zadzwonił jej telefon.
W. Tak Agatko?
Ag.........
W. Jutro?
Ag..........
W. Dobrze, wpadnij po mnie o 8
Ag..........
W. Ok do jutra.
A. Coś się stało?
W. Nie, Agata pojedzie ze mną jutro na zakupy. Sama potrzebuję nowych ciuchów a może kupie coś dla dzieci.
A. No znając Ciebie, to na pewno.
W. Szczerze mówiąc jestem trochę zmęczona chyba pójdę się położyć.
A. Chodź, zaniosę Was.
Rano Wiki wstała, ubrała się i pojechała z Agatą na zakupy. Kiedy wróciła zobaczyła piękne dwa pokoje, których nigdy się nie spodziewała.
Już dzisiaj :P
Hej wszystkim. Dzisiaj nowe opowiadanie na 100% :)
Jak się Wam podoba pomysł ślubu z Falka z Kingą? Co z Wiki? Myślicie, że się jeszcze zejdą i będą razem?
Pozdrawiam
Madzia
sobota, 11 stycznia 2014
Przeprosiny
Wiem, że obiecałam, że napiszę dzisiaj opowiadanie ale nie mogę. Źle się czuje i postaram się napisać coś jutro ale dzisiaj nie dam rady.
Przepraszam
wtorek, 7 stycznia 2014
:D
No dobra, przekonaliście mnie :) napisze kolejne części. Chciałabym Was prosić jednak o to, żebyście mówiły/li mi o tym co sądzicie po każdej części w komentarzach, jest to dla mnie ważne, bo pozwala mi napisać kolejne części lepiej.
Piszcie co Wam się podobało a co nie :)
Dla tych mniej cierpliwych - nowa część pojawi się albo w piątek wieczorem, albo w sobotę :)
Pozdrowionka
Madzia
sobota, 28 grudnia 2013
?
Nie wiem czy dalej pisać to opowiadanie, przestaliście już wchodzić na bloga. Przykro mi z tego powdu. Nie wiem czy mam dla kogo pisać :(
piątek, 27 grudnia 2013
Część 25
Przepraszam, za tak długi okres niepisania. Ale już wróciłam z nową częścią. Jak zawsze proszę o komentarze.
Część 25
7:20, sypialnia FaWi
Wiktoria i Andrzej mieli rano razem dyżur. Wiktoria obudziła się pierwsza, stała, ubrała się, spojrzała na męża i poszła robić śniadanie.
Zaczął dzwonić budzik. Andrzej przekręcił się, wyłączył go i zobaczył zdjęcie. Wziął je do ręki, patrzył, patrzył nagle krzyknął:
A. Wiki! Wiki! Gdzie jesteś!
W. W kuchni - usłyszał
Andrzej nie patrząc na nic, zbiegł szybko do Wiktorii, cały czas trzymając w ręku zdjęcie.
A. Kochanie, czy to jest mój syn? - zapytał jej wskazując na fotografie
W. To jest dziecko, owszem nasze dziecko, ale czy syn to ja nie wiem.
A. Tak! - krzyknął, podszedł do niej, objął w tali i zaczął kręcić.
W. Wariacie, postaw mnie!
A. Ale jak? Kiedy?
W. Kotku, jesteś lekarzem, wiesz skąd biorą się dzieci. A jak nie pamiętasz to mogę Ci zaraz pokazać - zaśmiała się
A. Ale który tydzień?
W. 8
A. A to wtedy jak wróciłaś z Hiszpanii.
W. Najprawdopodobniej tak. Widzisz muszę częściej wyjeżdżać.
A. Ani mi się waż.
Andrzej uklęknął przed Wiki, położył rękę na jej brzuchu, pocałował go i powiedział:
A. Cześć maluszku, tu tatuś. Kocham Cię.
W. Kochanie ja Ci nie chce przerywać, ale śniadanie i do pracy, bo się spóźnimy
A. A ty nie masz zamiaru chyba pracować.
W. Na razie mogę.
A. Porozmawiamy o tym wieczorem, moja panno
W. Moja panno? Hahahahah. Jak ty coś czasem powiesz to - nie dokończyła bo Andrzej wpił się w jej usta.
A. Też Cię kocham skarbie.
9:30, gabinet lekarski
Ag. Cześć Wiki.
W. No hej, Agatko.
Ag. Jak tam Andrzej? Szczęśliwy?
W. A nie widać?
Ag. O czym mówisz?
W. Spójrz za siebie.
Agata odwróciła się i zobaczyła Andrzeja idącego przez szpital, całego w skowronkach.
W. Zwariował.
Ag. No widzę właśnie.
W. Dobra spadam, mam operację. Może wpadniesz na kolacje wieczorem do nas?
Ag. Bardzo chętnie, ale mam dyżur.
W. Ok, to jak będziesz miała czas to się zgadamy.
Ag. Ok. Pa
W. Pa.
Wiktoria podeszła do Andrzeja.
W. Mam operację, za 20 minut. Potrzebuję asysty, czyli Ciebie. Raz dwa trzy idziemy.
A. Profesor, doktor habilitowany Andrzej Falkowicz, na hakach?
W. Tak, kochanie
A. Z przyjemnością za asystuje Pani doktor Wiktorii Falkowicz i Kacprowi.
W. Jakiemu znowu Kacprowi?
A. Mojemu synkowi - pokazał na jej brzuch
W. Chyba Julii Falkowicz.
A. Nie to będzie chłopiec, czuję to.
W. Dobrze, na blok. - obróciła go w kierunku sali operacyjnej i klepnęła w tyłek na znak, że ma iść
A. Osz ty - objął ją w talii i poszli.
19:30, dom FaWi
W. Kochanie, będę pracować.
A. Ale ja muszę mieć Cię na oku.
W. Dobrze, ale nie zabronisz mi tego.
A. Ale ja muszę pilnować, aby moje dziecko było bezpieczne i szczęśliwe.
W. Hahahaha, to najbardziej będzie szczęśliwe jak tatuś przestanie gadać i zabierze mamusi do sypialni.
A. Się robi - wziął ją na ręce i poszli do łóżka.
3 miesiące później, popołudnie, salon, dom FaWi
Wiktoria siedziała na kanapie, a Andrzej leżał. Trzymał głowę na kolanach żony i ciągle mówił:
A. Poczułaś?
W. Andrzej, dziwne jakbym nie poczuła.
A. Oj tam oj tam. O teraz!
W. Andrzej, ja naprawdę czuje jak ona kopie.
A. On kopie skarbie, on
W. Dobrze, dobrze.
A. A w końcu mi nie powiedziałaś. Kiedy następna wizyta u Hanny?
W. Jutro o 10
A. Mogę iść z Tobą.
W. Pewnie, ale mam prośbę.
A. Tak?
W. Nie zapytamy o płeć. Niech to będzie niespodzianka.
A. Dobrze, mogę pójść na takie ustępstwo, pod jednym warunkiem.
W. Jakim?
A. Koniec z operacjami, tylko papierologia.
W. Ale...
A. Obiecaj.
W. Dobrze, ale mogę konsultować na Izbie.
A. Dobrze.
Gabinet Hany, 10:10
H. Wiki, na ostatnim zdjęciu nie było tego dokładnie widać, ale teraz jestem już pewna.
W. Co się stało?
H. To bliźniaki.
A. Co?
W. Jak to bliźniaki?
H. Normalnie, widocznie los wynagrodził Ci zeszłe poronienie.
W. O matko.
Gabinet Andrzeja, 10:30
Andrzej siedzi na swoim fotelu, Wiktoria na jego kolanach. Są zapatrzeni na zdjęcie.
A. Widzisz, bliźniaki.
W. No widzę, widzę.
A. Kacper i Antek
W. Julia i Ignacy.
A. Skąd wiesz, że różne płci?
W. Nie wiem, ale to jest mój przykład. Nie podoba mi się imię Kacper.
A. Jeszcze o tym porozmawiamy.
W. Ok - wstała
A. Dobrze. zostawisz mi jedno, żebym miał je w gabinecie?
W. Dobrze, mogę kluczyki?
A. Nie wiem czy to jest dobry pomysł.
W. Proszę. Muszę coś załatwić.
A. Dobrze, ale uważaj.
Wiktoria pojechała do fotografa, kupiła piękną ramkę na zdjęcie i wróciła do szpitala. Weszła do gabinetu męża, nie było go.
Wzięła fotografię, włożyła w ramkę i napisała na kartce: Czekamy w domu! Kocham Cię. Wiki.
Wyszła, zamówiła taksówkę i pojechała do domu.
Po skończonej operacji Andrzej wrócił do gabinetu, zobaczył ramkę i kartkę i sam do siebie się uśmiechnął.
Postawił ramkę obok tej na, której była Wiki i on podczas ślubu. Zabrał rzeczy i pojechał do domu.
Część 25
7:20, sypialnia FaWi
Wiktoria i Andrzej mieli rano razem dyżur. Wiktoria obudziła się pierwsza, stała, ubrała się, spojrzała na męża i poszła robić śniadanie.
Zaczął dzwonić budzik. Andrzej przekręcił się, wyłączył go i zobaczył zdjęcie. Wziął je do ręki, patrzył, patrzył nagle krzyknął:
A. Wiki! Wiki! Gdzie jesteś!
W. W kuchni - usłyszał
Andrzej nie patrząc na nic, zbiegł szybko do Wiktorii, cały czas trzymając w ręku zdjęcie.
A. Kochanie, czy to jest mój syn? - zapytał jej wskazując na fotografie
W. To jest dziecko, owszem nasze dziecko, ale czy syn to ja nie wiem.
A. Tak! - krzyknął, podszedł do niej, objął w tali i zaczął kręcić.
W. Wariacie, postaw mnie!
A. Ale jak? Kiedy?
W. Kotku, jesteś lekarzem, wiesz skąd biorą się dzieci. A jak nie pamiętasz to mogę Ci zaraz pokazać - zaśmiała się
A. Ale który tydzień?
W. 8
A. A to wtedy jak wróciłaś z Hiszpanii.
W. Najprawdopodobniej tak. Widzisz muszę częściej wyjeżdżać.
A. Ani mi się waż.
Andrzej uklęknął przed Wiki, położył rękę na jej brzuchu, pocałował go i powiedział:
A. Cześć maluszku, tu tatuś. Kocham Cię.
W. Kochanie ja Ci nie chce przerywać, ale śniadanie i do pracy, bo się spóźnimy
A. A ty nie masz zamiaru chyba pracować.
W. Na razie mogę.
A. Porozmawiamy o tym wieczorem, moja panno
W. Moja panno? Hahahahah. Jak ty coś czasem powiesz to - nie dokończyła bo Andrzej wpił się w jej usta.
A. Też Cię kocham skarbie.
9:30, gabinet lekarski
Ag. Cześć Wiki.
W. No hej, Agatko.
Ag. Jak tam Andrzej? Szczęśliwy?
W. A nie widać?
Ag. O czym mówisz?
W. Spójrz za siebie.
Agata odwróciła się i zobaczyła Andrzeja idącego przez szpital, całego w skowronkach.
W. Zwariował.
Ag. No widzę właśnie.
W. Dobra spadam, mam operację. Może wpadniesz na kolacje wieczorem do nas?
Ag. Bardzo chętnie, ale mam dyżur.
W. Ok, to jak będziesz miała czas to się zgadamy.
Ag. Ok. Pa
W. Pa.
Wiktoria podeszła do Andrzeja.
W. Mam operację, za 20 minut. Potrzebuję asysty, czyli Ciebie. Raz dwa trzy idziemy.
A. Profesor, doktor habilitowany Andrzej Falkowicz, na hakach?
W. Tak, kochanie
A. Z przyjemnością za asystuje Pani doktor Wiktorii Falkowicz i Kacprowi.
W. Jakiemu znowu Kacprowi?
A. Mojemu synkowi - pokazał na jej brzuch
W. Chyba Julii Falkowicz.
A. Nie to będzie chłopiec, czuję to.
W. Dobrze, na blok. - obróciła go w kierunku sali operacyjnej i klepnęła w tyłek na znak, że ma iść
A. Osz ty - objął ją w talii i poszli.
19:30, dom FaWi
W. Kochanie, będę pracować.
A. Ale ja muszę mieć Cię na oku.
W. Dobrze, ale nie zabronisz mi tego.
A. Ale ja muszę pilnować, aby moje dziecko było bezpieczne i szczęśliwe.
W. Hahahaha, to najbardziej będzie szczęśliwe jak tatuś przestanie gadać i zabierze mamusi do sypialni.
A. Się robi - wziął ją na ręce i poszli do łóżka.
3 miesiące później, popołudnie, salon, dom FaWi
Wiktoria siedziała na kanapie, a Andrzej leżał. Trzymał głowę na kolanach żony i ciągle mówił:
A. Poczułaś?
W. Andrzej, dziwne jakbym nie poczuła.
A. Oj tam oj tam. O teraz!
W. Andrzej, ja naprawdę czuje jak ona kopie.
A. On kopie skarbie, on
W. Dobrze, dobrze.
A. A w końcu mi nie powiedziałaś. Kiedy następna wizyta u Hanny?
W. Jutro o 10
A. Mogę iść z Tobą.
W. Pewnie, ale mam prośbę.
A. Tak?
W. Nie zapytamy o płeć. Niech to będzie niespodzianka.
A. Dobrze, mogę pójść na takie ustępstwo, pod jednym warunkiem.
W. Jakim?
A. Koniec z operacjami, tylko papierologia.
W. Ale...
A. Obiecaj.
W. Dobrze, ale mogę konsultować na Izbie.
A. Dobrze.
Gabinet Hany, 10:10
H. Wiki, na ostatnim zdjęciu nie było tego dokładnie widać, ale teraz jestem już pewna.
W. Co się stało?
H. To bliźniaki.
A. Co?
W. Jak to bliźniaki?
H. Normalnie, widocznie los wynagrodził Ci zeszłe poronienie.
W. O matko.
Gabinet Andrzeja, 10:30
Andrzej siedzi na swoim fotelu, Wiktoria na jego kolanach. Są zapatrzeni na zdjęcie.
A. Widzisz, bliźniaki.
W. No widzę, widzę.
A. Kacper i Antek
W. Julia i Ignacy.
A. Skąd wiesz, że różne płci?
W. Nie wiem, ale to jest mój przykład. Nie podoba mi się imię Kacper.
A. Jeszcze o tym porozmawiamy.
W. Ok - wstała
A. Dobrze. zostawisz mi jedno, żebym miał je w gabinecie?
W. Dobrze, mogę kluczyki?
A. Nie wiem czy to jest dobry pomysł.
W. Proszę. Muszę coś załatwić.
A. Dobrze, ale uważaj.
Wiktoria pojechała do fotografa, kupiła piękną ramkę na zdjęcie i wróciła do szpitala. Weszła do gabinetu męża, nie było go.
Wzięła fotografię, włożyła w ramkę i napisała na kartce: Czekamy w domu! Kocham Cię. Wiki.
Wyszła, zamówiła taksówkę i pojechała do domu.
Po skończonej operacji Andrzej wrócił do gabinetu, zobaczył ramkę i kartkę i sam do siebie się uśmiechnął.
Postawił ramkę obok tej na, której była Wiki i on podczas ślubu. Zabrał rzeczy i pojechał do domu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


